wtorek, 27 maja 2014

Rozdział 41

*Oczyma Nialla (Nate)* 
- I co poznała cię ?- Spytała Lou. 
- Nie. Medżik!- ja. 
- Chodź tu bałwanie. - Lou pozbawiła mnie peruki i reszty dziwnych rzeczy, które na mnie nałożyła. 
- Podoba ci się huh?- zaśmiała się Lou. 
- Peruka? Tak jest spoko.- uśmiechnęłem się. 
- Chodzi mi o tę dziewczynę.- Lou. 
- Jest śliczna. No i nie wie kim jestem. Mam pewność, że nie poleci na kasę.- Westchnęłem. 
- Oj Horanciu. Tylko żebyś jej nie zranił jak się to później wyda.- Lou. 
- Od dzisiaj jestem Nate.- ja. 
- Nate? Nic innego nie mogłeś wymyślić?- Lou.
- Moja wina że nie jestem super inteligentny?- oburzyłem się. 
-Tak to twoja wina.- Lou. 
- Okej nie będę się kłócił że nie - ja. 
- Dobra blondyneczko lecę bo Hazza z Lux zbyt dużo czasu spędzać nie może. - Lou. 
- Dzięki za nasz dzisiejszy eksperyment.- uśmiechnęłem się i odprowadziłem przyjaciółkę do drzwi. Poszedłem do swojej sypialni na górę i wyszedłem na balkon. Znów śpiewała. Od kilku dni mieszka w domku obok. Codziennie wychodzi wieczorem na balkon z gitarą i śpiewa. Bardzo często są to nasze piosenki. Ma piękny głos, ale jest zraniona. Piosenki z uczuciem można zaśpiewać dopiero gdy się coś przeżyje. Ona śpiewa Lifehouse- Everything. Ten chłopak musi być skończonym idiotą. Nie wiem co on jej zrobił, ale ja to naprawię.. A tak w sumie Nate. 

*Oczyma Joanne* 
- Jo zrobiłem kolację.- Kit. 
- Aww jaki kochany.- dałam mu buziaka w policzek. Zeszliśmy na dół na kolację którą przygotował Kit. 
- Co to za chłopak ? Ten Cały Nate. Mieszka obok?- ja. 
- Tak w sumie pierwszy raz gościa widziałem. Od kiedy pamiętam ten dom stał pusty. Dopiero jakieś trzy tygodnie temu tu zamieszkał. Wychodził rano wracał w nocy. Kilka razy widziałem go w nocy, ale nie przywiązałem do niego szczególnej uwagi.- Kit. 
- Aha. Napewno nie jest tak źle.- ja. 
- Słyszałem, że podobno jest płatnym mordercą dlatego cały czas chodzi w czarnej bluzie z kapturem i ma przyciemnione szyby w aucie.- Kit 
- Heh. Serio? Kit ploteczki w kole gospodyń wiejskich? - zaśmiałam się. 
- Nie. Słyszałem w sklepie jak byłem.- Kit 
- Co jak co, ale że ty w takie bzdury wierzysz to się nie spodziewałam.- ja. 




 

piątek, 9 maja 2014

Rozdział 40

- Ok to co chcesz najpierw posprzątać?- Kit.
- Em heloł. Ja jestem w ciąży. Ty będziesz sprzątać, a ja będę mówić co. - ja. 
- Będzie mi rozkazywać w moim domu.- Prychnął Kit. 
- A będę. Tak więc idziesz sprzątać,a ja idę robić obiad. - uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni. Otwarłam lodówkę Kit'a. Chyba potrzeba zrobić zakupy. 
- Kit. Jednak nie sprzątasz. Jedziemy na zakupy. -ja. 
- Okej.- zacieszony Kit ubrał buty i kurtkę i wyszliśmy. Pojechaliśmy do marketu. Zrobiłam zakupy na kilka dni. Wróciliśmy do domu około 13. 
- Oh matko, ale ja jestem głodna.- westchnęłam przy rozpakowywaniu zakupów. 
- To może zamiast sprzątać pomogę ci robić obiad.- Kit. 
- Spadaj dalej sprzątać.- zarządziłam. 
- Ay Ay kapitanie.- Kit wyszedł a ja robiłam Spagetti. Kiedy skończyłam wyszłam z kuchni. Salon tak błyszczał że można było jeść z podłogi. Reszta domu też.
- Widzisz jak chcesz to potrafisz.- pochwaliłam Kita i zaciągnęłam go do kuchni gdzie razem zjedliśmy obiad. 
- Co chces robić przez resztę dnia?- Kit. 
- Pobawię się trochę z twoim kotem, a później może napiszę piosenkę. O ile pożyczysz mi gitarę.- ja. 
- Jasne. Bierz co chcesz.- Kit.
- Dziękuję. - przytuliłam chłopaka i poszłam do pokoju Kita. Wzięłam gitarę i wyszłam na balkon. Usiadłam na fotelu i zaczęłam grać i śpiewać. 
" I'm sorry if i say i need ya. 
But i don't care i'm not scared of love 
Cause when i'm not with you i'm weaker 
Is that so wrong ? 
Is it so wrong? 
That you make me strong"  
Skończyłam ze łzami w oczach. Wstałam i oparłam się o balustradę. 
- My heart your heart 
Stil tight like book ends 
Pages between us 
Written with No end
So many words we're not saying 
Don't wanna wait til it's gone 
You make me strong. - usłyszałam czyjś głos dochodzący z domku obok. Nie miałam ani siły, ani ochoty spojrzeć kto to. Po prostu weszłam spowrotem do domu. Usiadłam na łóźku. Przyszła do mnie kotka Kita. 
- Cześć maleńka.- podrapałam ją za łóżkiem na co słodko mruknęła. 
- Jo. Ktoś do ciebie.- Kit. 
- Dean?- spytałam. 
- Tak. Pójść z tobą? - Kit. 
- Nie. Dam radę.- odpowiedziałam i zeszłam na dół. 
- Asiu. Zanim zaczniesz na mnie krzyczeć proszę daj mi się wytłumaczyć.- Dean. 
- Nie miałam zamiaru krzyczeć. - powiedziałam spokojnie i usiadłam przy stole. Dean usiadł na przeciwko mnie. Nie mogę się denerwować. 
- Joanne. Dzielił nas pewien dystans. Po prostu zabrakło mi bliskości. - Dean. 
- Rozumiem. - ja. 
- Powinnaś być wściekła. Uderzyć mnie nakrzyczeć.- Dean. 
- Tego chcesz? Żebym była wściekła, robiła sceny, krzyczała? - ja 
- Ja nadal cię kocham.- Dean. 
- Może i jest tak jak mówisz. Ja też zawsze będę cię kochać. Zawsze będę o tobie pamiętać tym bardziej że noszę pod sercem nasze dziecko, ale nie jestem w stanie ci wybaczyć.- powiedziałam a z oczu znów poleciały łzy. 
- Jesteś w ciąży?- Dean. 
- Tak, ale nie przejmuj się tym. Sama dam sobie radę. - powiedziałam i wstałam od stołu i odprowadziłam Deana do drzwi. Wyszliśmy przed dom. 
- Nasza historia nie musi się jeszcze kończyć.- Powiedział zbliżając się do mnie. 
- Nie zaufam ci już.- powiedziałam odwracając głowę. 
- Przecież byliśmy tak idealni.- Dean. 
- Ale to zepsułeś!!! Zostaw mnie !- krzyknęłam. 
- Zostaw ją ! - krzyknął jakiś chłopak i odepchnął Deana. Dean tylko mruknął coś pod nosem i sobie poszedł. 
- Wszystko okej? - spytał brunet. 
- Tak. Dziękuję.- odpowiedziałam 
- Co to za typek? Znasz go?- spytał zmartwiony. 
- Tak. To tak jakby mój były. - powiedziałam rozstrzęsiona 
- Spokojnie nic ci nie grozi. Już go nie ma. - Brunet spojrzał na mnie swoimi nieziemsko niebieskooki oczyma, które skądś znałam. 
- Dziękuję. Jestem Joanne.  - ja. 
- Jestem N...N.. Nate.- chłopak. 
- Miło mi.- Uśmiechnęłam się delikatnie. 
- Hej Jo wszystko Okej?- Kit wyszedł przed dom.
- Tak. - Wtuliłam sie w przyjaciela. 
- Do zobaczenia Jo.- Nate. 
- Do zobaczenia Nate.- ja. 

Obserwatorzy