wtorek, 27 maja 2014

Rozdział 41

*Oczyma Nialla (Nate)* 
- I co poznała cię ?- Spytała Lou. 
- Nie. Medżik!- ja. 
- Chodź tu bałwanie. - Lou pozbawiła mnie peruki i reszty dziwnych rzeczy, które na mnie nałożyła. 
- Podoba ci się huh?- zaśmiała się Lou. 
- Peruka? Tak jest spoko.- uśmiechnęłem się. 
- Chodzi mi o tę dziewczynę.- Lou. 
- Jest śliczna. No i nie wie kim jestem. Mam pewność, że nie poleci na kasę.- Westchnęłem. 
- Oj Horanciu. Tylko żebyś jej nie zranił jak się to później wyda.- Lou. 
- Od dzisiaj jestem Nate.- ja. 
- Nate? Nic innego nie mogłeś wymyślić?- Lou.
- Moja wina że nie jestem super inteligentny?- oburzyłem się. 
-Tak to twoja wina.- Lou. 
- Okej nie będę się kłócił że nie - ja. 
- Dobra blondyneczko lecę bo Hazza z Lux zbyt dużo czasu spędzać nie może. - Lou. 
- Dzięki za nasz dzisiejszy eksperyment.- uśmiechnęłem się i odprowadziłem przyjaciółkę do drzwi. Poszedłem do swojej sypialni na górę i wyszedłem na balkon. Znów śpiewała. Od kilku dni mieszka w domku obok. Codziennie wychodzi wieczorem na balkon z gitarą i śpiewa. Bardzo często są to nasze piosenki. Ma piękny głos, ale jest zraniona. Piosenki z uczuciem można zaśpiewać dopiero gdy się coś przeżyje. Ona śpiewa Lifehouse- Everything. Ten chłopak musi być skończonym idiotą. Nie wiem co on jej zrobił, ale ja to naprawię.. A tak w sumie Nate. 

*Oczyma Joanne* 
- Jo zrobiłem kolację.- Kit. 
- Aww jaki kochany.- dałam mu buziaka w policzek. Zeszliśmy na dół na kolację którą przygotował Kit. 
- Co to za chłopak ? Ten Cały Nate. Mieszka obok?- ja. 
- Tak w sumie pierwszy raz gościa widziałem. Od kiedy pamiętam ten dom stał pusty. Dopiero jakieś trzy tygodnie temu tu zamieszkał. Wychodził rano wracał w nocy. Kilka razy widziałem go w nocy, ale nie przywiązałem do niego szczególnej uwagi.- Kit. 
- Aha. Napewno nie jest tak źle.- ja. 
- Słyszałem, że podobno jest płatnym mordercą dlatego cały czas chodzi w czarnej bluzie z kapturem i ma przyciemnione szyby w aucie.- Kit 
- Heh. Serio? Kit ploteczki w kole gospodyń wiejskich? - zaśmiałam się. 
- Nie. Słyszałem w sklepie jak byłem.- Kit 
- Co jak co, ale że ty w takie bzdury wierzysz to się nie spodziewałam.- ja. 




 

piątek, 9 maja 2014

Rozdział 40

- Ok to co chcesz najpierw posprzątać?- Kit.
- Em heloł. Ja jestem w ciąży. Ty będziesz sprzątać, a ja będę mówić co. - ja. 
- Będzie mi rozkazywać w moim domu.- Prychnął Kit. 
- A będę. Tak więc idziesz sprzątać,a ja idę robić obiad. - uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni. Otwarłam lodówkę Kit'a. Chyba potrzeba zrobić zakupy. 
- Kit. Jednak nie sprzątasz. Jedziemy na zakupy. -ja. 
- Okej.- zacieszony Kit ubrał buty i kurtkę i wyszliśmy. Pojechaliśmy do marketu. Zrobiłam zakupy na kilka dni. Wróciliśmy do domu około 13. 
- Oh matko, ale ja jestem głodna.- westchnęłam przy rozpakowywaniu zakupów. 
- To może zamiast sprzątać pomogę ci robić obiad.- Kit. 
- Spadaj dalej sprzątać.- zarządziłam. 
- Ay Ay kapitanie.- Kit wyszedł a ja robiłam Spagetti. Kiedy skończyłam wyszłam z kuchni. Salon tak błyszczał że można było jeść z podłogi. Reszta domu też.
- Widzisz jak chcesz to potrafisz.- pochwaliłam Kita i zaciągnęłam go do kuchni gdzie razem zjedliśmy obiad. 
- Co chces robić przez resztę dnia?- Kit. 
- Pobawię się trochę z twoim kotem, a później może napiszę piosenkę. O ile pożyczysz mi gitarę.- ja. 
- Jasne. Bierz co chcesz.- Kit.
- Dziękuję. - przytuliłam chłopaka i poszłam do pokoju Kita. Wzięłam gitarę i wyszłam na balkon. Usiadłam na fotelu i zaczęłam grać i śpiewać. 
" I'm sorry if i say i need ya. 
But i don't care i'm not scared of love 
Cause when i'm not with you i'm weaker 
Is that so wrong ? 
Is it so wrong? 
That you make me strong"  
Skończyłam ze łzami w oczach. Wstałam i oparłam się o balustradę. 
- My heart your heart 
Stil tight like book ends 
Pages between us 
Written with No end
So many words we're not saying 
Don't wanna wait til it's gone 
You make me strong. - usłyszałam czyjś głos dochodzący z domku obok. Nie miałam ani siły, ani ochoty spojrzeć kto to. Po prostu weszłam spowrotem do domu. Usiadłam na łóźku. Przyszła do mnie kotka Kita. 
- Cześć maleńka.- podrapałam ją za łóżkiem na co słodko mruknęła. 
- Jo. Ktoś do ciebie.- Kit. 
- Dean?- spytałam. 
- Tak. Pójść z tobą? - Kit. 
- Nie. Dam radę.- odpowiedziałam i zeszłam na dół. 
- Asiu. Zanim zaczniesz na mnie krzyczeć proszę daj mi się wytłumaczyć.- Dean. 
- Nie miałam zamiaru krzyczeć. - powiedziałam spokojnie i usiadłam przy stole. Dean usiadł na przeciwko mnie. Nie mogę się denerwować. 
- Joanne. Dzielił nas pewien dystans. Po prostu zabrakło mi bliskości. - Dean. 
- Rozumiem. - ja. 
- Powinnaś być wściekła. Uderzyć mnie nakrzyczeć.- Dean. 
- Tego chcesz? Żebym była wściekła, robiła sceny, krzyczała? - ja 
- Ja nadal cię kocham.- Dean. 
- Może i jest tak jak mówisz. Ja też zawsze będę cię kochać. Zawsze będę o tobie pamiętać tym bardziej że noszę pod sercem nasze dziecko, ale nie jestem w stanie ci wybaczyć.- powiedziałam a z oczu znów poleciały łzy. 
- Jesteś w ciąży?- Dean. 
- Tak, ale nie przejmuj się tym. Sama dam sobie radę. - powiedziałam i wstałam od stołu i odprowadziłam Deana do drzwi. Wyszliśmy przed dom. 
- Nasza historia nie musi się jeszcze kończyć.- Powiedział zbliżając się do mnie. 
- Nie zaufam ci już.- powiedziałam odwracając głowę. 
- Przecież byliśmy tak idealni.- Dean. 
- Ale to zepsułeś!!! Zostaw mnie !- krzyknęłam. 
- Zostaw ją ! - krzyknął jakiś chłopak i odepchnął Deana. Dean tylko mruknął coś pod nosem i sobie poszedł. 
- Wszystko okej? - spytał brunet. 
- Tak. Dziękuję.- odpowiedziałam 
- Co to za typek? Znasz go?- spytał zmartwiony. 
- Tak. To tak jakby mój były. - powiedziałam rozstrzęsiona 
- Spokojnie nic ci nie grozi. Już go nie ma. - Brunet spojrzał na mnie swoimi nieziemsko niebieskooki oczyma, które skądś znałam. 
- Dziękuję. Jestem Joanne.  - ja. 
- Jestem N...N.. Nate.- chłopak. 
- Miło mi.- Uśmiechnęłam się delikatnie. 
- Hej Jo wszystko Okej?- Kit wyszedł przed dom.
- Tak. - Wtuliłam sie w przyjaciela. 
- Do zobaczenia Jo.- Nate. 
- Do zobaczenia Nate.- ja. 

niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 39

- Co?- Kieran. 
- Nie nic.- powiedziałam i odwróciłam głowę w drugą stronę. 
- Jo. Ty jesteś w ciąży? Jak to się stało?- Kit.
- No wiesz kiedy dwoje ludzi się kocha to nadchodzi taki moment kiedy....- Kit mi przerwał. 
- To wiem jak się odbywa, ale co wy się nie zabezpieczacie? - Kit. 
- No niby się zabezpieczaliśmy, ale nigdy nie ma sto procent pewności.- ja. 
- Co zamierzasz zrobić? - Sean. 
- Wychowam to dziecko i zostanę 20 letnią mamusią.- westchnęłam. 
- Podziwiam cię. Ja chyba nie byłbym jeszcze na to gotowy. Jeszcze to co odwalił Dean.- Kieran. 
- Nie pocieszasz.- westchnęłam, a z oczu znów wyleciały mi łzy. 
- Nie płacz Ewka bo tu miejsca brak na twe babskie łzy.- zaśpiewał Kieran po Polsku na co spojrzałam sie z miną WTF?
- Co?- ja. 
- No bo my z chłopakami mamy taki konkurs który się szybciej nauczy polskiego No i wiesz. .- Kieran
- Kto wygrywa? - Ja. 
- Jak na razie Sean. - Kit. 
- A kto przegrywa?- Ja. 
- Kit.- Kieran. 
- Wiesz na ładną pogodę się nie zanosi, więc na mój powrót do domu też. Pobędziesz ze mną trochę i wygrasz.- zaśmiałam się. 
- To nie uczciwe. Oświadczam wszem i wobec, że zamieszkam z wami.- Sean. 
- A chcesz mieszkaj. Moje drzwi zawsze stoją dla was otworem.- Kit. 
- Oh ty słodziaku.- Kieran usiadł mu na kolana. 
- A poczekaj niech się Majka dowie.- zagroziłam Kieranowi, który momentalnie odsunął się na drugi koniec pokoju.
- Ja tu sobie grzeczniutko na kanapie siedzę.- Kieran. 
- Obserwuje cię.- powiedziałam poważnie. 
- Mam się bać?- Kieran. 
- Powinieneś.- ja. 
- Okej. Boję się.- Kieran się uśmiechnął. 
- Muszę zadzwonić. Zaraz wrócę.- powiedziałam i poszłam do pokoju Kita. Zadzwoniłam do Mamy. Opowiedziałam jej historię jak znalazłam się w Anglii i dlaczego mi smutno. 
- Rozumiem że bardzo tęskniłaś, ale następnym razem przyjdź do mnie. Nawet jak będę spać. Zaufaj mi.- mama. 
- Bardzo ci ufam. Jesteś jedyną osobą bliższą mi niż Majka. Mamo ja już bym chciała wrócić. Na uczelnię, do Majki, do was.- z oczu znów wyleciały mi łzy. 
- Oh. Sprawdzę zaraz kiedy wystartują znów samoloty. - mama
- Dobrze.- usłyszałam tylko kliknięcie klawiatury. 
- Niestety dopiero za około miesiąc.- mama ciężko westchnęła. 
- Może wrócę samochodem i promem.- ja. 
- To jest niebezpieczne. Zostań z chłopakami. Jak tylko samoloty zaczną startować wrócisz. - powiedziała zatroskana mama. 
- Bardzo chciałabym już wrócić. - ja. 
- Wiem aniołku, ale teraz dla twojego bezpieczeństwa musisz tam zostać. - Mama. 
- No więc zostanę. - ja. 
- Kończę aniołeczku. Trzymaj się. Pozdrów chłopców.- mama się rozłączyła. Wróciłam do chłopaków 
- Macie pozdrowienia od mojej mamy.- ja. 
- Ohh. Twoja mama robi taki bigos.- rozmarzył się Sean. 
- To co wpadacie do nas ? - ja. 
- Jasne. Poczekaj gdzie ja wsadziłem mój guzik od teleportacji.- Kit zaczął się macać po kieszeniach. 
- Idioci. Wszędzie idioci.- zaśmiałam się. 
- Jo. Wszędzie Jo.- Kieran. 
- Eeej. Jeszcze nie jestem aż taka gruba.- ja. 
- Hehe nie długo Jo będzie mogła nas otoczyć.- Sean. 
- Przestańcie. Ona nawet z tym słodziakiem w brzuchu będzie szczuplejsza niż wy.- Kit. 
- To zabolało.- Kieran. 
- Zdecydowanie tak.- Sean. 
- Cieszcie się, że Kit przemówił bo jak ja bym to skomentowała to moglibyście się zalać łzami jak mali chłopcy.- Ja. 
- Wredna Jo. Tego jeszcze nie było.- Sean. 
- Zaraz może nastać. Więc uważaj.- powiedziałam groźnie 
- My tu gadu gadu, a my musimy lecieć. - Sean. 
- To już ta godzina. Reece dzisiaj pryjeżdża trzeba ogarnąć.- Kieran. 
- Pozdrówcie go odemnie.- Kit. 
- A wy co dzisiaj będziecie robić? - Sean. 
- Posprzątam. Nie mogę żyć w takim syfie.- zaśmiałam się. 
- To ja lecę.- Kit chciał wyjść. Chwyciłam go za kaptur od bluzy. 
- Nigdzie nie idziesz kolego.- ja. 
- Ratunku...- Kit. 
- Nikt ci nie pomoże. - znowu użyłam niskiego groźnego głosu. 
- To tego my lecimy.- Kieran i Sean wyszli. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~







środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 38

Nie miałam w Londynie nikogo, a kolejny samolot nie wiadomo kiedy miał lecieć, ponieważ były straszne warunki pogodowe. Siedziałam bezsensu na lotnisku nie wiedząc co ze sobą zrobić. Jest  około 3 w nocy, pada deszcz, wiatr urywa głowę, a błyskawice rozjaśniają niebo. Wyjęłam telefon z kieszeni. Akurat zadzwonił. Kieran dzwoni. 
- Halo?- ja. 
- Hej Jo jak się czujesz? - Kieran 
- A jak mam się czuć? - spytałam. 
- Gdzie jesteś? - Kieran. 
- Na lotnisku.- westchnęłam. 
- Ale przy takich warunkach pogodowych chyba nie leci żaden samolot? - Kieran. 
- No niby nie. - ja. 
- To po co tam siedzisz? - Kieran. 
- A gdzie mam pójść?- odpowiedziałam pytaniem. 
- Przyjadę po ciebie zaraz. Nie możesz siedzieć na lotnisku.- Kieran. 
- Whatever.- rozłączyłam się i wyjęłam słuchawki. Wsadziłam je do uszu i włączyłam muzykę. Założyłam na głowę kaptur i wyszłam przed budynek. Usiadłam na ławce poturecku. Pewnie wyglądam strasznie. Podjechał czarny samochód. Wysiadł Kieran. 
- Chodź. Boże ty się trzęsiesz. Zimno tu co?- zaśmiał sie i okrył mnie swoją kurtką. 
- Nie musisz tego robić.- powiedziałam wsiadając do samochodu. 
- Ale chcę. Bo wiem jak się czujesz. - Kieran. 
- Nie wiesz. Nie spotkało cię coś takiego.- powiedziałam. 
- Ale wyobraźnię mam wybujałą to sobie wyobrażam.- Kieran próbował mnie pocieszyć. 
- To tak smutne że ludzie, których wydaje nam się że tak dorze znamy tak naprawdę są kimś innym.- wydukałam ostatkami sił, a moje oczy znów się zaszklily.
- Nie potrafię pocieszać. Przepraszam.- Kieran. 
- Chociaż próbujesz. Dziękuję.- powiedziałam wciąż wpatrując sie pustym wzrokiem za szybę. 
- Co różni Biebera od Niemek ? Bieber wygląda chociaż jak kobieta.- Kieran. 
- Jedziesz po swoim idolu żeby mnie pocieszyć? - uśmiechnęłam sie. 
- Każdy sposób jest dobry, a ty jesteś dla mnie jak młodsza siostra. Nie moge patrzeć jak jesteś smutna.- Kieran. Zapadła cisza. Podjechaliśmy pod dom Kita. 
- Do Kita? - spytałam zdziwiona. 
- Raczej nie Chciałabyś sie mijac z Deanem więc nie chce cie brać do nas.- Kieran. 
- Jesteś kochany. - delikatnie się uśmiehnęłam i wysiadłam z samochodu. Wzięłam swoją torbę. Kieran sobie normalnie wszedł. Bo to normalne ze o 4 nad ranem przyjmuje sie gości. 
- Hej. Już jesteście. - Zaspany Kit podniósł sie z kanapy w salonie. 
- Zostawiam ją pod twoją opieką. Nie spieprz tego.- Kieran. 
- Chodź wujek Kit przytuli i pogłaszcze, nawet kołysankę zaśpiewa. - brunet zaprowadził mnie do swojego pokoju. 
- Moge sie przespac na kanapie.- ja. 
- Nie No przecież ja tu jestem facetem tak. No. Więc jakbyś czegoś potrzebowała to krzycz, pisz SMS albo dzwon.- Kit wyszedł z pokoju. Zdjęłam buty i bluzę. Weszlam do łóżka. Otuliłam sie ciepłą kołderką, która pachniała Kitem i zasnęłam. Obudziłam sie z krzykiem około 5. Koszmary. W tempie światła znalazł sie obok mnie Kit, który mnie przytulał.
- Shhh. To tylko koszmar. Spokojnie. Jestem obok.- Kit. Nie wiedziałam o tym ze on jest taki opiekuńczy. Kiedy już się troche uspokoiłam. 
- Już dobrze?- spytał z troską. 
- Tak dziękuję.- ja. Serce waliło mi chyba z 300 razy na sekundę. Poziom adrenaliny osiągnął zenitu, a w mojej głowie toczyła się zacięta walka. Wiedziałam, że już nie zasnę, więc weszlam pod szybki prysznic. Włosy spięłam w koczka i ubrałam sie w czarne rurki i czerwoną koszule w kratę. Zeszłam na dół. Była już 6. Kit spał więc postanowiłam go nie budzić. Wzięłam portfel i skończyłam na szybkie zakupy. Wróciłam do domu i zrobiłam sniadanie. Naleśniki z truskawkami, bananem, kiwi i nutellą. Kit się obudził i przyszedł do kuchni. 
- Ostatni raz jadłem takie sniadanie jak mieszkałem z mamusią.- zaśmiał sie brunet kiedy podałam mu talerz. 
- Ale piękne zapachy. Czuć ze tu przebywa kobieta.- wydarł sie Kieran z korytarza jednak szybko i on i Sean znaleźli sie w kuchni. 
- Siadajcie to tez sie zalapiecie. - uśmiechnęłam sie i podałam im talerze z jedzeniem. Chłopacy zjedli wszystko. 
- Jak odkurzacze.- uśmiechnęłam sie. 
- Chcieliśmy pogadać.- Sean. 
- Słucham.- ja. 
- My wiemy że jest ci ciężko i wgl, ale musisz o nim zapomnieć.- Kieran. 
- To nie będzie takie łatwe.- ja. 
- Tak wiem że go bardzo kochasz, ale inaczej będziesz cierpieć. - Sean. 
- To nie będzie takie łatwe bo jestem z nim w ciąży. - powiedziałam.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam ze takie depresyjne ostatnio ale mam taki czas po  prostu depresyjny. 
Mam nadzieje ze sie cieszycie ze wróciłam. 
Pis and laf 
Wasza Jo ;*




środa, 12 marca 2014

.

O jezu! Dorwałam się właśnie do mojego pierwszego bloga jakiego kiedykolwiek zaczęłam pisać xd Jeszcze na wp. Pamiętam jak później zaczęłam ogarniać bloggera to było tylko takie " co ? " " WFT?" " O co w tym chodzi?" Uśmiech, <3 Tam było tyle komentarzy a tu nic. xd Minęły już dwa lata od kiedy piszę blogi. Równe dwa minęły 28 lutego. Pamiętam jak zaczynałam. To było tylko takie łe wszyscy piszą to ja też zacznę. Pisałam dosłownie wszędzie. W zeszytach od ang i polskiego od matmy i później spisywałam wszystko do internetu. Boże DWA LATA! To mi tak szybko minęło. Wydaje się to być tak niedaleko a jednak to było dwa lata temu. Przeżywam to. Nie wiem jak opisać to uczucie. To takie, miłe jednocześnie będąc tragicznym. Ten czas tak szybko leci, ulotne chwile warte wspomnień. Czasem warto pocierpieć przez chwilę by wzbić się jak ptak ku marzeniom. Sorry jakoś mi się załączyło poetowanie ostatnio xd.
Pozdrawiam
Wasza Jo xx

poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział 37

- Um. Ah. Marku. Przecież doskonale wiesz że mam chłopaka, którego bardzo kocham.- Ja. 
- Wiem i on jest problemem.- Marek. 
- Nie czuję do ciebie tego co ty do mnie. Przepraszam. - ja. 
- Nie martw się ja to wszystko wiem, ale musiałem ci powiedzieć o swoim uczuciu. Nie mogłem tego dusić w sobie.- Marek. 
- Jo teraz twoja kolej co chcesz śpiewać?- spytał chłopak puszczający podkłady. 
- Sama zagram.- uśmiechnęłam się i wzięłam gitarę. Usiadłam na taboreciku i zaczęłam grać  Chasing the summer- Room 94. 
Zabawa się rozkręcała. Ja zwinęłam się do domu około 22. Coraz bardziej źle się czułam i na dodatek dostałam okres. 
- Hej wychodzisz już? - spytał Marek, który złapał mnie przy wyjściu. 
- Tak. Jakoś niezbyt się czuję.- westchnęłam. 
- Ohh. Odprowadzę cię. - Marek. 
- No jak chcesz. - powiedziałam. Doszliśmy do mojego samochodu. 
- To już.- zaśmiałam się. 
- Eej. Myślałem że nie przyjechałaś samochodem. - Marek. 
- Tak wyszło.- ja. 
- Ugh. No dobra to widzimy się jutro na zajęciach? - spytał brunet. 
- Raczej tak. - uśmiechnęłam się. 
- To do jutra Asiu.- powiedział i dał mi buziaka w policzek. 

*Miesiąc później* 
Od tygodnia zbieram się do tej jednej czynności, która może wywrócić moje życie do góry nogami. Test ciążowy. Siedzę z testem w ręce i wpatruję się w ścianę. Nie chcę znać wyniku. Spojrzałam na test. Dwie kreski. Jestem w ciąży. Świat mi sie zawalił. Zaczęłam płakać. Do łazienki weszła mama. 
- Co się stało? - spytała. Pokazałam jej test. Podała mi rękę i pomogła się podnieść z ziemi. Mocno mnie przytuliła. 
- Asiu. Nie płacz. - mama. 
- Nie moge.- ja. 
- Przestań i się Ogarnij. - mama. 
- Mamo. Co ja teraz zrobię?- spytałam przez łzy. 
- Przejdziemy przez to razem. Jest jeszcze Dean.- Mama. 
- Damy radę? - spytałam. 
- Tak. - mama. 
Po jakimś czasie ogarnęłam się i poszłam do swojego pokoju. Rodzice już spali, a ja nie mogłam. Wstałam z łóżka i zapaliłam światło. Wyjęłam spod łóżka torbę do której spakowałam kilka rzeczy. Założyłam leginsy, top i fioletową bluzę Deana. Wzięłam z półki telefon i portfel i wyszłam z domu. Pojechałam autobusem na lotnisko. 
- Chciałabym kupić bilet na najbliższy lot do Londynu.- Ja. 
- Niestety za 10 minut odlatuje samolot a kolejny dopiero o 7 nad ranem. - kobieta. 
- Zdążę na ten za 10 minut. Proszę. Ja potrzebuję lecieć tym samolotem. - w moich oczach nieświadomie pojawiły się łzy. Kobieta gdzieś zadzwoniła i osobiście dopilnowała żebym trafiła do samolotu. Około 1.39 w nocy byłam w Londynie. Wysiadłam z samolotu. Zawiesiłam torbę na ramię. Wyszłam przed budynek. Nie Przewidziałam że tutaj jest tak zimno. Przed lotniskiem zobaczyłam Deana. Nie był sam. Był z jakąś dziewczyną. Wszystko byłby Okej gdyby nie to że trzymał ją za rękę, uśmiechał się do niej w taki sposób jak do mnie, patrzył w oczy. Wyjęłam telefon. Zadzwoniłam do niego. Przeprosił dziewczynę i odsunął się. 
- Hej skarbie.- Dean. 
- Hej. Co robisz? - ja. 
- A No wiesz troche piliśmy z chłopakami i robiliśmy grilla i własnie idę spać. - Dean. 
- Mhym. A powiedz mi jak często mnie okłamujesz?- ja. 
- Kochanie. Nigdy nie kłamie. - Dean. 
- Znowu kłamiesz.- ja. 
- O co ci chodzi?- Spytał. 
- Spytaj uroczą brunetkę która obok ciebie stoi.- ja. Dean zaczął się rozglądać. W końcu mnie zobaczył. Zapłakaną i trzęsącą się z zimna. Chyba sam do końca nie mógł uwierzyć że mnie widzi. Podszedł do mnie. 
- Joanne to nie jest tak jak myślisz.- Dean 
- Od takiego tekstu zaczyna się każde zerwanie.- powiedziałam zapłakana. 
- To jest narzeczona Reeca. Brata bliźniaka Kierana. - Dean. 
- I trzymałeś ją za rękę, patrzyłeś w oczy...- ja. 
- Joanne.. Nigdy bym cię nie zranił. - Dean. 
- Dean co to za dziewczyna? - spytała brunetka. 
- Hej jestem Joanne. Dziewczyna Deana. Miło mi cię poznać. - ja. 
- To ona? Mówiłeś, że z nią koniec?- dziewczyna zwróciła sie do Deana. 
- Ze mną koniec?- ja 
- Joanne to jest Natalie. Moja narzeczona.- Dean. 
- Narzeczona? No to życzę wam szczęścia. - powiedziałam i nie chcąc tracić resztek godności odeszłam wypuszczając z oczu łzy. 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pis and laf. 
Mam ostatnio jakieś stany depresyjne i wróciłam bo tylko pisząc jestem szczęśliwa. Wątpię, że jeszcze ktoś wchodzi, ale kocham was <3 
Bardzo, bardzo, bardzo <3






poniedziałek, 24 lutego 2014

Rozdział 36

Nadszedł czas żeby się pożegnać. Znów. 
- Będę tęsknić. - powiedziałam dając mu buziaka w policzek. 
- Ja też.- Dean. Chłopacy wsiedli do samolotu i odlecieli. Razem z Majką wróciłyśmy do mojego domu. Chłopacy musieli wrócić do koncertowała a my do szkoły. Nie ma tak łatwo. Usiadłam na łóżku, a Majka naprzeciwko mnie.
- To było krótkie pożegnanie. - Majka. 
- W sumie tak. Zazwyczaj są bardzo ckliwe i długie i wszyscy płaczą. - ja. 
- Co robisz wieczorem? - Majka. 
- Nie wiem może skoczę do klubo-kawiarni na uczelni. - ja. 
- Fajnie. Mnie czeka romans z fizyką. Mam fatalne oceny. Tak samo jak z chemi i matmy. Muszę trochę przysiąść żeby chociaż na 3 powyciągać.  - Majka. 
- Napewno będzie dobrze.- ja. 
- Dobra ja lecę. - Majka wyszła. Poleżałam jeszcze trochę na łóżku. Zadzwonił do mnie Marek. 
- Joł. - ja 
- No Siema wpadasz dzisiaj na uczelnie ? Planujemy karaoke.- Marek. 
- W sumie czemu nie. Tylko dajcie fajny repertuar jakiś.- ja. 
- No rejczel. Ej mała ja kończę bo mamy tu lekki before o której wpadasz? - Marek 
- Jak się ogarnę.- ja
- Jutro?- zaśmiał się Marek. 
- Nie. Nie jutro. Za godzinę. - ja. 
- Okej No to czekamy. - Marek się rozłączył. Podniosłam swoje zwłoki z łóżka i poszłam pod prysznic. Szybciutko wysuszyłam włosy. Owinęłam się ręcznikiem i poszłam do swojej garderoby. Wybrałam ten zestaw
i poszłam się ubrać. Zrobiłam trochę mocniejszy niż zwykle makijaż. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Coś źle się czułam, ale to pewnie tak przed okresem. Wzięłam tabletkę przeciwbólową. Do torebki zapakowałam telefon, portfel i pudełczeko tamponów. Wyjechałam z garażu samochodem i pojechałam na uczelnie. Tam weszlam do naszej klubo/ kawiarni. 
- No nareszcie. - Marek przywitał się ze mną buziakiem w policzek. Impreza powoli się rozkręcała. Na naszej scenie ktoś śpiewał właśnie Rihanne. 
- Witaj Joanne.- Profesor od emisji. 
- Witam. Prosze pan tez tu jest. Tego to się nie spodziewałam.- zaśmiałam się. 
- No cóż staram się wyłapywać osoby do występu na koniec roku.- Uśmiechnął się nauczyciel. Zaczęła grać muzyka a na scenie pojawił sie Marek. Zaczął śpiewać Love Locked Out - Lawson. Zrobił niezłe show śpiewając i tańcząc. Jest świetny. Zeskoczył ze sceny i podszedł do mnie. 
- Nie wiedziałam że jesteś taki dobry.- ja. 
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.- Powiedział odgarniając kosmyk moich włosów za ucho. 
- Czy ta piosenka była dedykowana dla kogoś specjalnego?- ja. 
- Tak dla ciebie. - Marek. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Generalnie piosenka Love locked out jest o tym ze chłopak jest zakochany w dziewczynie która ma innego. I mimo iż jest szczęśliwy jej szczęściem chciałby żeby coś pomiędzy nimi było. Także pozdrawiam. Jak dostanę 5 komentów to jutro nowy rozdział  <3 Mam rekolekcje xd Pozdróweczki xx :*





Obserwatorzy