- Wiem i on jest problemem.- Marek.
- Nie czuję do ciebie tego co ty do mnie. Przepraszam. - ja.
- Nie martw się ja to wszystko wiem, ale musiałem ci powiedzieć o swoim uczuciu. Nie mogłem tego dusić w sobie.- Marek.
- Jo teraz twoja kolej co chcesz śpiewać?- spytał chłopak puszczający podkłady.
- Sama zagram.- uśmiechnęłam się i wzięłam gitarę. Usiadłam na taboreciku i zaczęłam grać Chasing the summer- Room 94.
Zabawa się rozkręcała. Ja zwinęłam się do domu około 22. Coraz bardziej źle się czułam i na dodatek dostałam okres.
- Hej wychodzisz już? - spytał Marek, który złapał mnie przy wyjściu.
- Tak. Jakoś niezbyt się czuję.- westchnęłam.
- Ohh. Odprowadzę cię. - Marek.
- No jak chcesz. - powiedziałam. Doszliśmy do mojego samochodu.
- To już.- zaśmiałam się.
- Eej. Myślałem że nie przyjechałaś samochodem. - Marek.
- Tak wyszło.- ja.
- Ugh. No dobra to widzimy się jutro na zajęciach? - spytał brunet.
- Raczej tak. - uśmiechnęłam się.
- To do jutra Asiu.- powiedział i dał mi buziaka w policzek.
*Miesiąc później*
Od tygodnia zbieram się do tej jednej czynności, która może wywrócić moje życie do góry nogami. Test ciążowy. Siedzę z testem w ręce i wpatruję się w ścianę. Nie chcę znać wyniku. Spojrzałam na test. Dwie kreski. Jestem w ciąży. Świat mi sie zawalił. Zaczęłam płakać. Do łazienki weszła mama.
- Co się stało? - spytała. Pokazałam jej test. Podała mi rękę i pomogła się podnieść z ziemi. Mocno mnie przytuliła.
- Asiu. Nie płacz. - mama.
- Nie moge.- ja.
- Przestań i się Ogarnij. - mama.
- Mamo. Co ja teraz zrobię?- spytałam przez łzy.
- Przejdziemy przez to razem. Jest jeszcze Dean.- Mama.
- Damy radę? - spytałam.
- Tak. - mama.
Po jakimś czasie ogarnęłam się i poszłam do swojego pokoju. Rodzice już spali, a ja nie mogłam. Wstałam z łóżka i zapaliłam światło. Wyjęłam spod łóżka torbę do której spakowałam kilka rzeczy. Założyłam leginsy, top i fioletową bluzę Deana. Wzięłam z półki telefon i portfel i wyszłam z domu. Pojechałam autobusem na lotnisko.
- Chciałabym kupić bilet na najbliższy lot do Londynu.- Ja.
- Niestety za 10 minut odlatuje samolot a kolejny dopiero o 7 nad ranem. - kobieta.
- Zdążę na ten za 10 minut. Proszę. Ja potrzebuję lecieć tym samolotem. - w moich oczach nieświadomie pojawiły się łzy. Kobieta gdzieś zadzwoniła i osobiście dopilnowała żebym trafiła do samolotu. Około 1.39 w nocy byłam w Londynie. Wysiadłam z samolotu. Zawiesiłam torbę na ramię. Wyszłam przed budynek. Nie Przewidziałam że tutaj jest tak zimno. Przed lotniskiem zobaczyłam Deana. Nie był sam. Był z jakąś dziewczyną. Wszystko byłby Okej gdyby nie to że trzymał ją za rękę, uśmiechał się do niej w taki sposób jak do mnie, patrzył w oczy. Wyjęłam telefon. Zadzwoniłam do niego. Przeprosił dziewczynę i odsunął się.
- Hej skarbie.- Dean.
- Hej. Co robisz? - ja.
- A No wiesz troche piliśmy z chłopakami i robiliśmy grilla i własnie idę spać. - Dean.
- Mhym. A powiedz mi jak często mnie okłamujesz?- ja.
- Kochanie. Nigdy nie kłamie. - Dean.
- Znowu kłamiesz.- ja.
- O co ci chodzi?- Spytał.
- Spytaj uroczą brunetkę która obok ciebie stoi.- ja. Dean zaczął się rozglądać. W końcu mnie zobaczył. Zapłakaną i trzęsącą się z zimna. Chyba sam do końca nie mógł uwierzyć że mnie widzi. Podszedł do mnie.
- Joanne to nie jest tak jak myślisz.- Dean
- Od takiego tekstu zaczyna się każde zerwanie.- powiedziałam zapłakana.
- To jest narzeczona Reeca. Brata bliźniaka Kierana. - Dean.
- I trzymałeś ją za rękę, patrzyłeś w oczy...- ja.
- Joanne.. Nigdy bym cię nie zranił. - Dean.
- Dean co to za dziewczyna? - spytała brunetka.
- Hej jestem Joanne. Dziewczyna Deana. Miło mi cię poznać. - ja.
- To ona? Mówiłeś, że z nią koniec?- dziewczyna zwróciła sie do Deana.
- Ze mną koniec?- ja
- Joanne to jest Natalie. Moja narzeczona.- Dean.
- Narzeczona? No to życzę wam szczęścia. - powiedziałam i nie chcąc tracić resztek godności odeszłam wypuszczając z oczu łzy.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pis and laf.
Mam ostatnio jakieś stany depresyjne i wróciłam bo tylko pisząc jestem szczęśliwa. Wątpię, że jeszcze ktoś wchodzi, ale kocham was <3
Bardzo, bardzo, bardzo <3
Rozdział trochę depresyjny, więc troszeczkę mnie dobił, ale i tak jest zajebisty ;)
OdpowiedzUsuńWeeeeny!
ajm soł konfiust... ej nie serio. pogubiłam się, lecz mimo to rozdział cudowny!!! <3
OdpowiedzUsuń