poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział 37

- Um. Ah. Marku. Przecież doskonale wiesz że mam chłopaka, którego bardzo kocham.- Ja. 
- Wiem i on jest problemem.- Marek. 
- Nie czuję do ciebie tego co ty do mnie. Przepraszam. - ja. 
- Nie martw się ja to wszystko wiem, ale musiałem ci powiedzieć o swoim uczuciu. Nie mogłem tego dusić w sobie.- Marek. 
- Jo teraz twoja kolej co chcesz śpiewać?- spytał chłopak puszczający podkłady. 
- Sama zagram.- uśmiechnęłam się i wzięłam gitarę. Usiadłam na taboreciku i zaczęłam grać  Chasing the summer- Room 94. 
Zabawa się rozkręcała. Ja zwinęłam się do domu około 22. Coraz bardziej źle się czułam i na dodatek dostałam okres. 
- Hej wychodzisz już? - spytał Marek, który złapał mnie przy wyjściu. 
- Tak. Jakoś niezbyt się czuję.- westchnęłam. 
- Ohh. Odprowadzę cię. - Marek. 
- No jak chcesz. - powiedziałam. Doszliśmy do mojego samochodu. 
- To już.- zaśmiałam się. 
- Eej. Myślałem że nie przyjechałaś samochodem. - Marek. 
- Tak wyszło.- ja. 
- Ugh. No dobra to widzimy się jutro na zajęciach? - spytał brunet. 
- Raczej tak. - uśmiechnęłam się. 
- To do jutra Asiu.- powiedział i dał mi buziaka w policzek. 

*Miesiąc później* 
Od tygodnia zbieram się do tej jednej czynności, która może wywrócić moje życie do góry nogami. Test ciążowy. Siedzę z testem w ręce i wpatruję się w ścianę. Nie chcę znać wyniku. Spojrzałam na test. Dwie kreski. Jestem w ciąży. Świat mi sie zawalił. Zaczęłam płakać. Do łazienki weszła mama. 
- Co się stało? - spytała. Pokazałam jej test. Podała mi rękę i pomogła się podnieść z ziemi. Mocno mnie przytuliła. 
- Asiu. Nie płacz. - mama. 
- Nie moge.- ja. 
- Przestań i się Ogarnij. - mama. 
- Mamo. Co ja teraz zrobię?- spytałam przez łzy. 
- Przejdziemy przez to razem. Jest jeszcze Dean.- Mama. 
- Damy radę? - spytałam. 
- Tak. - mama. 
Po jakimś czasie ogarnęłam się i poszłam do swojego pokoju. Rodzice już spali, a ja nie mogłam. Wstałam z łóżka i zapaliłam światło. Wyjęłam spod łóżka torbę do której spakowałam kilka rzeczy. Założyłam leginsy, top i fioletową bluzę Deana. Wzięłam z półki telefon i portfel i wyszłam z domu. Pojechałam autobusem na lotnisko. 
- Chciałabym kupić bilet na najbliższy lot do Londynu.- Ja. 
- Niestety za 10 minut odlatuje samolot a kolejny dopiero o 7 nad ranem. - kobieta. 
- Zdążę na ten za 10 minut. Proszę. Ja potrzebuję lecieć tym samolotem. - w moich oczach nieświadomie pojawiły się łzy. Kobieta gdzieś zadzwoniła i osobiście dopilnowała żebym trafiła do samolotu. Około 1.39 w nocy byłam w Londynie. Wysiadłam z samolotu. Zawiesiłam torbę na ramię. Wyszłam przed budynek. Nie Przewidziałam że tutaj jest tak zimno. Przed lotniskiem zobaczyłam Deana. Nie był sam. Był z jakąś dziewczyną. Wszystko byłby Okej gdyby nie to że trzymał ją za rękę, uśmiechał się do niej w taki sposób jak do mnie, patrzył w oczy. Wyjęłam telefon. Zadzwoniłam do niego. Przeprosił dziewczynę i odsunął się. 
- Hej skarbie.- Dean. 
- Hej. Co robisz? - ja. 
- A No wiesz troche piliśmy z chłopakami i robiliśmy grilla i własnie idę spać. - Dean. 
- Mhym. A powiedz mi jak często mnie okłamujesz?- ja. 
- Kochanie. Nigdy nie kłamie. - Dean. 
- Znowu kłamiesz.- ja. 
- O co ci chodzi?- Spytał. 
- Spytaj uroczą brunetkę która obok ciebie stoi.- ja. Dean zaczął się rozglądać. W końcu mnie zobaczył. Zapłakaną i trzęsącą się z zimna. Chyba sam do końca nie mógł uwierzyć że mnie widzi. Podszedł do mnie. 
- Joanne to nie jest tak jak myślisz.- Dean 
- Od takiego tekstu zaczyna się każde zerwanie.- powiedziałam zapłakana. 
- To jest narzeczona Reeca. Brata bliźniaka Kierana. - Dean. 
- I trzymałeś ją za rękę, patrzyłeś w oczy...- ja. 
- Joanne.. Nigdy bym cię nie zranił. - Dean. 
- Dean co to za dziewczyna? - spytała brunetka. 
- Hej jestem Joanne. Dziewczyna Deana. Miło mi cię poznać. - ja. 
- To ona? Mówiłeś, że z nią koniec?- dziewczyna zwróciła sie do Deana. 
- Ze mną koniec?- ja 
- Joanne to jest Natalie. Moja narzeczona.- Dean. 
- Narzeczona? No to życzę wam szczęścia. - powiedziałam i nie chcąc tracić resztek godności odeszłam wypuszczając z oczu łzy. 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pis and laf. 
Mam ostatnio jakieś stany depresyjne i wróciłam bo tylko pisząc jestem szczęśliwa. Wątpię, że jeszcze ktoś wchodzi, ale kocham was <3 
Bardzo, bardzo, bardzo <3






2 komentarze:

  1. Rozdział trochę depresyjny, więc troszeczkę mnie dobił, ale i tak jest zajebisty ;)
    Weeeeny!

    OdpowiedzUsuń
  2. ajm soł konfiust... ej nie serio. pogubiłam się, lecz mimo to rozdział cudowny!!! <3

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy