środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 38

Nie miałam w Londynie nikogo, a kolejny samolot nie wiadomo kiedy miał lecieć, ponieważ były straszne warunki pogodowe. Siedziałam bezsensu na lotnisku nie wiedząc co ze sobą zrobić. Jest  około 3 w nocy, pada deszcz, wiatr urywa głowę, a błyskawice rozjaśniają niebo. Wyjęłam telefon z kieszeni. Akurat zadzwonił. Kieran dzwoni. 
- Halo?- ja. 
- Hej Jo jak się czujesz? - Kieran 
- A jak mam się czuć? - spytałam. 
- Gdzie jesteś? - Kieran. 
- Na lotnisku.- westchnęłam. 
- Ale przy takich warunkach pogodowych chyba nie leci żaden samolot? - Kieran. 
- No niby nie. - ja. 
- To po co tam siedzisz? - Kieran. 
- A gdzie mam pójść?- odpowiedziałam pytaniem. 
- Przyjadę po ciebie zaraz. Nie możesz siedzieć na lotnisku.- Kieran. 
- Whatever.- rozłączyłam się i wyjęłam słuchawki. Wsadziłam je do uszu i włączyłam muzykę. Założyłam na głowę kaptur i wyszłam przed budynek. Usiadłam na ławce poturecku. Pewnie wyglądam strasznie. Podjechał czarny samochód. Wysiadł Kieran. 
- Chodź. Boże ty się trzęsiesz. Zimno tu co?- zaśmiał sie i okrył mnie swoją kurtką. 
- Nie musisz tego robić.- powiedziałam wsiadając do samochodu. 
- Ale chcę. Bo wiem jak się czujesz. - Kieran. 
- Nie wiesz. Nie spotkało cię coś takiego.- powiedziałam. 
- Ale wyobraźnię mam wybujałą to sobie wyobrażam.- Kieran próbował mnie pocieszyć. 
- To tak smutne że ludzie, których wydaje nam się że tak dorze znamy tak naprawdę są kimś innym.- wydukałam ostatkami sił, a moje oczy znów się zaszklily.
- Nie potrafię pocieszać. Przepraszam.- Kieran. 
- Chociaż próbujesz. Dziękuję.- powiedziałam wciąż wpatrując sie pustym wzrokiem za szybę. 
- Co różni Biebera od Niemek ? Bieber wygląda chociaż jak kobieta.- Kieran. 
- Jedziesz po swoim idolu żeby mnie pocieszyć? - uśmiechnęłam sie. 
- Każdy sposób jest dobry, a ty jesteś dla mnie jak młodsza siostra. Nie moge patrzeć jak jesteś smutna.- Kieran. Zapadła cisza. Podjechaliśmy pod dom Kita. 
- Do Kita? - spytałam zdziwiona. 
- Raczej nie Chciałabyś sie mijac z Deanem więc nie chce cie brać do nas.- Kieran. 
- Jesteś kochany. - delikatnie się uśmiehnęłam i wysiadłam z samochodu. Wzięłam swoją torbę. Kieran sobie normalnie wszedł. Bo to normalne ze o 4 nad ranem przyjmuje sie gości. 
- Hej. Już jesteście. - Zaspany Kit podniósł sie z kanapy w salonie. 
- Zostawiam ją pod twoją opieką. Nie spieprz tego.- Kieran. 
- Chodź wujek Kit przytuli i pogłaszcze, nawet kołysankę zaśpiewa. - brunet zaprowadził mnie do swojego pokoju. 
- Moge sie przespac na kanapie.- ja. 
- Nie No przecież ja tu jestem facetem tak. No. Więc jakbyś czegoś potrzebowała to krzycz, pisz SMS albo dzwon.- Kit wyszedł z pokoju. Zdjęłam buty i bluzę. Weszlam do łóżka. Otuliłam sie ciepłą kołderką, która pachniała Kitem i zasnęłam. Obudziłam sie z krzykiem około 5. Koszmary. W tempie światła znalazł sie obok mnie Kit, który mnie przytulał.
- Shhh. To tylko koszmar. Spokojnie. Jestem obok.- Kit. Nie wiedziałam o tym ze on jest taki opiekuńczy. Kiedy już się troche uspokoiłam. 
- Już dobrze?- spytał z troską. 
- Tak dziękuję.- ja. Serce waliło mi chyba z 300 razy na sekundę. Poziom adrenaliny osiągnął zenitu, a w mojej głowie toczyła się zacięta walka. Wiedziałam, że już nie zasnę, więc weszlam pod szybki prysznic. Włosy spięłam w koczka i ubrałam sie w czarne rurki i czerwoną koszule w kratę. Zeszłam na dół. Była już 6. Kit spał więc postanowiłam go nie budzić. Wzięłam portfel i skończyłam na szybkie zakupy. Wróciłam do domu i zrobiłam sniadanie. Naleśniki z truskawkami, bananem, kiwi i nutellą. Kit się obudził i przyszedł do kuchni. 
- Ostatni raz jadłem takie sniadanie jak mieszkałem z mamusią.- zaśmiał sie brunet kiedy podałam mu talerz. 
- Ale piękne zapachy. Czuć ze tu przebywa kobieta.- wydarł sie Kieran z korytarza jednak szybko i on i Sean znaleźli sie w kuchni. 
- Siadajcie to tez sie zalapiecie. - uśmiechnęłam sie i podałam im talerze z jedzeniem. Chłopacy zjedli wszystko. 
- Jak odkurzacze.- uśmiechnęłam sie. 
- Chcieliśmy pogadać.- Sean. 
- Słucham.- ja. 
- My wiemy że jest ci ciężko i wgl, ale musisz o nim zapomnieć.- Kieran. 
- To nie będzie takie łatwe.- ja. 
- Tak wiem że go bardzo kochasz, ale inaczej będziesz cierpieć. - Sean. 
- To nie będzie takie łatwe bo jestem z nim w ciąży. - powiedziałam.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam ze takie depresyjne ostatnio ale mam taki czas po  prostu depresyjny. 
Mam nadzieje ze sie cieszycie ze wróciłam. 
Pis and laf 
Wasza Jo ;*




1 komentarz:

  1. Ja się cholernie cieszę, że wróciłaś, bo chociaż rozdziały są jakie są, to są zajebiste :)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy