- Za to jestem na okładkach magazynów, sprzedałem miliony płyt, zagrałem koncerty na największych scenach świata. - Harry.
- Nie ma się czym szczycić. Chociaż zawsze marzyłam o zaśpiewaniu na Broadwayu i w Madison Squere Garden. - Westchnęłam.
- To może się udać. Jeśli masz jakąś swoją piosenkę i znasz odpowiednich ludzi.- przy ostatnim pokazał na siebie.
- I niby jak możesz mi to załatwić?- ja.
- Niech twoja śliczniutka główka cię o to nie boli. - Hazza.
- Okej. - ja.
- Chodź pokażę ci twój tymczasowy pokój. - Harry zabrał mnie na górę. Pokazał mi śliczny pokój. Kolory ścian były jasnozielone, biurko z mahoniu i szafy, regał z książkami.
- Ty masz lepszy pokój gościnny niż ja swój w domu. - ja.
- To akurat pokój Nialla. Jak chłopacy nocują u mnie to tutaj śpi. - Uśmiechnął się. Pokazał mi łazienkę. Dał mi ręcznik i piżamę Perrie, które zostawiła jak tu była z Malikiem. Podziękowałam Harremu i życzyłam mu dobrej nocy. Weszłam pod szybki prysznic i poszłam spać. Z rana jak tylko wstałam przebrałam się w swoje ubrania. Było mi trochę zimno, ale cóż uroki Londynu. Zeszłam na dół. W salonie siedzieli chłopacy. Nie zdziwił ich mój widok.
- Hej tajemnicza dziewczyno z muzeum.- Louis.
- Hej mój idolu z Doncaster.- puściłam mu oczko.
- Nie podrywaj mi chłopaka.- Eleonor weszła a za nią Perrie.
- O mój Boże nie jest ci zimno?- Perrie.
- No trochę jest.- Ja.
- Daj przytulę.- Harry.
- Łapy precz Styles! Pożycze jej jakieś moje ubrania.- Perrie wzięła mnie na górę do pokoju gdzie śpi ona z Malikiem. Otworzyła szafę i wyjęła z niej rażąco żółte rurki i luźną szarą bluzę Obey.
- Siadaj zrobię ci makijaż. - ze swojej torebki wyjęła kosmetyczkę. Powiedziałam jej jak się maluję zazwyczaj. Zrobiła mi kreski eyelinerem, rzęsy pomalowała tuszem, a na usta nałożyła truskawkowy błyszczyk. Włosy splotła mi na czubku głowy w niedbałego koczka.
- Ty i Styles kręcicie ze sobą?- Perrie.
- Nie. Przenocował mnie bo chwilowo nie mam domu.- ja.
- Jak to?- Pezz.
- Jestem z Polski. Przyjechałam tutaj dla chłopaka a on mnie zdradził wczoraj i się przyznał.- ja.
- Ojej. Tak mi przykro.- Perrie mnie przytuliła.
- nie musi ci być przykro. Staram się ukryć wszystko pod uśmiechem. Przecież ja nie mam uczuć. - ja.
- Każdy ma uczucia. Nie powinnaś ukrywać bólu. Czasem dobrze jest sobie popłakać.- Pezz.
- Nie chcę żeby inni wiedzieli że płaczę bo zaczną się pytania typu a co sie stało? Czemu płaczesz?- ja.
- Na mnie możesz liczyć. Nie będę pytać poprostu przytulę. - Perrie zapisała mi na kartce swój numer.
- Chodźmy już na dół.- zaproponowałam. Usiadłam w salonie pomiędzy Stylesem a Horanem.
- Harry?- Niall.
- Czego chcesz?- Harry.
- Zrób mi kanapkę.- Blondyn.
- Sam se zrób !- Harry.
- No weź nie chce mi się wstać.- Niall.
- Rusz tą twoją tuszę jak chcesz kanapki.- Harry.
- Czy mnie nazwałeś grubym?- Horan.
- Nie wcale.- Hazza.
- Pedał. - Niall.
- Powiedziała twoja mama jak się urodziłeś. - ja. Wszyscy zaczęli się śmiać.
- Horan zjechany z podłogą przed fankę. Piąteczka.- Zayn mi przybił piątkę.
- Nie chciałam Horanku. To jest odruch naturalny. - ja
- Ładnie wyglądasz.- zauważyła El.
- Dziękuję. Perrie ma świetny styl. - ja.
- Hej co powiesz na nockę u mnie? Taki babski wieczór. Będzie siostra Malika ty i ja. - Pezz.
- W sumie czemu nie. Tylko z chęcią pojechałabym po swoje ubrania.- ja.
- No weź i do kogo ja mordę odezwę jak mi ją zabierzesz ?- Harry.
- Zawsze możemy zrobić tą nockę u ciebie.- Pezz.
- Oh. Będziemy gadać o chłopakach i malować paznokcie. Która mi zrobi warkoczyki?- Harry zaczął gadać piskliwym głosem.
- Harold a pod kopułą Okej? To był sarkazm, ale No tak sarkazm rozumieją tylko inteligentni.- ja.
- Obraziłaś mnie. Haroldina wychodzi.- Harry pstryknął palcami i machnął biodrem i poszedł do kuchni.
- Styles jak jesteś w kuchni zrób mi kanapkę!- wydarł się Niall.
- On jest lepszą dziewczyną niż ja. Nawet nogi ma zgrabniejsze.- ja.
- Hahahaha nie. Uwierz mi na dupę Stylesa bym nie poleciał, a na twoją tak.- Horan.
- Dziękuję.... Bo to był komplement?- ja.
- Eej na chwilę wychodzę a wy mi dupę rąbiecie?- Hazza znów gadał tym cienkim głosem.
- No i to tak że już powinna odpaść.- ja.
*Tego samego dnia godzina 15*
- Hej Harry jadę po swoje ubrania.- Ja.
- Pojechać z tobą?- Hazza.
- Jak chcesz.- ja
- Pojadę.- Harry.
- Okej.- ja. W samochodzie włączyłam radio. Leciało akurat " One more night"
- Lubię tą piosenkę.- zrobiłam głośniej i zaczęłam śpiewać. Harry się dołączył. Po domem Hazza zaparkował.
- Wejść z tobą?- Harry.
- Nie musisz.- zapewniłam i weszłam do środka. Od razu poszłam na górę. W pokoju "moim" i Kita był on z inną panienką. Jak weszlam to się trochę speszyli.
- Nie przeszkadzajcie sobie ja tylko po ubrania. - zapięłam walizkę i wzięłam torby z zakupami z primark'a. Zeszłam na dół i bez słowa wyszłam. Harry pomógł mi wsadzić torby do bagażnika. Jak tylko wsiadłam do środka rozpłakałam się.
- Nie płacz. Nie warto.- Harry mnie przytulił.
- Jeden dzień mnie nie ma i już się rucha z inną.- ja.
- Nie jest warty twoich łez. Powinien sprawiać że płaczesz ze szczęścia. - Harry.
- Możemy już pojechać? - spytałam.
- Jasne. - Hazza odjechał.
- Ugh. Nigdy nie mam szczęścia w miłości. Jeden chłopak mnie bił, drugi prawie zgwałcił, trzeci zdradzał.- ja.
- Wiem że to nie odpowiedni moment, ale dzwoniła Perrie i odwołała ten dzisiejszy wypad. Rodzina Maliczka się zjechała i wiesz.- Harry.
- Nie ma problemu i tak chciałam się przenieść do jakiegoś hotelu. Nie będę ci siedzieć na głowie. Masz swoje życie.- ja.
- Chcę żebyś mi siedziała na głowie. - Hazza.
- Napewno? Bo dla mnie nie ma problemu i tak za półtorej tygodnia wracam do domu.- ja.
- Gdzie?- Harry.
- Do Polski.- ja.
- Ahh. I co już się nigdy nie zobaczymy?- Harry zaparkował pod swoim domem.
- Wiesz polskie Directioners na was czekają.- ja.
- Wiem. One są niesamowite. Podkreślę to podczas 1Dday. - Hazza.
- 7 godzin live. Heh od miesiąca się na to szykuję a tu jeszcze miesiąc został.- ja.
- Serio ? Znasz mnie możesz do mnie zadzwonić kiedy chcesz a czekasz na 1dday? - Harry.
- Zawszę myślę nie logicznie.- ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz