wtorek, 26 listopada 2013

Rozdział 27

- Zawsze coś.- zaśmiałam się. 
- Za to jestem na okładkach magazynów, sprzedałem miliony płyt, zagrałem koncerty na największych scenach świata. - Harry. 
- Nie ma się czym szczycić. Chociaż zawsze marzyłam o zaśpiewaniu na Broadwayu i w Madison Squere Garden. - Westchnęłam. 
- To może się udać. Jeśli masz jakąś swoją piosenkę i znasz odpowiednich ludzi.- przy ostatnim pokazał na siebie. 
- I niby jak możesz mi to załatwić?- ja. 
- Niech twoja śliczniutka główka cię o to nie boli. - Hazza. 
- Okej. - ja. 
- Chodź pokażę ci twój tymczasowy pokój. - Harry zabrał mnie na górę. Pokazał mi śliczny pokój. Kolory ścian były jasnozielone, biurko z mahoniu i szafy, regał z książkami. 
- Ty masz lepszy pokój gościnny niż ja swój w domu. - ja. 
- To akurat pokój Nialla. Jak chłopacy nocują u mnie to tutaj śpi. - Uśmiechnął się. Pokazał mi łazienkę. Dał mi ręcznik i piżamę Perrie, które zostawiła jak tu była z Malikiem. Podziękowałam Harremu i życzyłam mu dobrej nocy. Weszłam pod szybki prysznic i poszłam spać. Z rana jak tylko wstałam przebrałam się w swoje ubrania. Było mi trochę zimno, ale cóż uroki Londynu. Zeszłam na dół. W salonie siedzieli chłopacy. Nie zdziwił ich mój widok. 
- Hej tajemnicza dziewczyno z muzeum.- Louis. 
- Hej mój idolu z Doncaster.- puściłam mu oczko. 
- Nie podrywaj mi chłopaka.- Eleonor weszła a za nią Perrie. 
- O mój Boże nie jest ci zimno?- Perrie. 
- No trochę jest.- Ja. 
- Daj przytulę.- Harry. 
- Łapy precz Styles! Pożycze jej jakieś moje ubrania.- Perrie wzięła mnie na górę do pokoju gdzie śpi ona z Malikiem. Otworzyła szafę i wyjęła z niej rażąco żółte rurki i luźną szarą bluzę Obey. 
- Siadaj zrobię ci makijaż. - ze swojej torebki wyjęła kosmetyczkę. Powiedziałam jej jak się maluję zazwyczaj. Zrobiła mi kreski eyelinerem, rzęsy pomalowała tuszem, a na usta nałożyła truskawkowy błyszczyk. Włosy splotła mi na czubku głowy w niedbałego koczka. 
- Ty i Styles kręcicie ze sobą?- Perrie. 
- Nie. Przenocował mnie bo chwilowo nie mam domu.- ja. 
- Jak to?- Pezz. 
- Jestem z Polski. Przyjechałam tutaj dla chłopaka a on mnie zdradził wczoraj i się przyznał.- ja. 
- Ojej. Tak mi przykro.- Perrie mnie przytuliła. 
- nie musi ci być przykro. Staram się ukryć wszystko pod uśmiechem. Przecież ja nie mam uczuć. - ja. 
- Każdy ma uczucia. Nie powinnaś ukrywać bólu. Czasem dobrze jest sobie popłakać.- Pezz. 
- Nie chcę żeby inni wiedzieli że płaczę bo zaczną się pytania typu a co sie stało? Czemu płaczesz?- ja. 
- Na mnie możesz liczyć. Nie będę pytać poprostu przytulę. - Perrie zapisała mi na kartce swój numer. 
- Chodźmy już na dół.- zaproponowałam. Usiadłam w salonie pomiędzy Stylesem a Horanem. 
- Harry?- Niall.
- Czego chcesz?- Harry. 
- Zrób mi kanapkę.- Blondyn. 
- Sam se zrób !- Harry. 
- No weź nie chce mi się wstać.- Niall. 
- Rusz tą twoją tuszę jak chcesz kanapki.- Harry. 
- Czy mnie nazwałeś grubym?- Horan.
- Nie wcale.- Hazza. 
- Pedał. - Niall. 
- Powiedziała twoja mama jak się urodziłeś. - ja. Wszyscy zaczęli się śmiać. 
- Horan zjechany z podłogą przed fankę. Piąteczka.- Zayn mi przybił piątkę. 
- Nie chciałam Horanku. To jest odruch naturalny. - ja 
- Ładnie wyglądasz.- zauważyła El. 
- Dziękuję. Perrie ma świetny styl. - ja. 
- Hej co powiesz na nockę u mnie? Taki babski wieczór. Będzie siostra Malika ty i ja. - Pezz. 
- W sumie czemu nie. Tylko z chęcią pojechałabym po swoje ubrania.- ja. 
- No weź i do kogo ja mordę odezwę jak mi ją zabierzesz ?- Harry. 
- Zawsze możemy zrobić tą nockę u ciebie.- Pezz. 
- Oh. Będziemy gadać o chłopakach i malować paznokcie. Która mi zrobi warkoczyki?- Harry zaczął gadać piskliwym głosem. 
- Harold a pod kopułą Okej? To był sarkazm, ale No tak sarkazm rozumieją tylko inteligentni.- ja. 
- Obraziłaś mnie. Haroldina wychodzi.- Harry pstryknął palcami i machnął biodrem i poszedł do kuchni. 
- Styles jak jesteś w kuchni zrób mi kanapkę!- wydarł się Niall. 
- On jest lepszą dziewczyną niż ja. Nawet nogi ma zgrabniejsze.- ja. 
- Hahahaha nie. Uwierz mi na dupę Stylesa bym nie poleciał, a na twoją tak.- Horan. 
- Dziękuję.... Bo to był komplement?- ja. 
- Eej na chwilę wychodzę a wy mi dupę rąbiecie?- Hazza znów gadał tym cienkim głosem. 
- No i to tak że już powinna odpaść.- ja. 

*Tego samego dnia godzina 15* 
- Hej Harry jadę po swoje ubrania.- Ja. 
- Pojechać z tobą?- Hazza. 
- Jak chcesz.- ja 
- Pojadę.- Harry. 
- Okej.- ja. W samochodzie włączyłam radio. Leciało akurat " One more night"
- Lubię tą piosenkę.- zrobiłam głośniej i zaczęłam śpiewać. Harry się dołączył. Po domem Hazza zaparkował. 
- Wejść z tobą?- Harry.
- Nie musisz.- zapewniłam i weszłam do środka. Od razu poszłam na górę. W pokoju "moim" i Kita był on z inną panienką. Jak weszlam to się trochę speszyli. 
- Nie przeszkadzajcie sobie ja tylko po ubrania. - zapięłam walizkę i wzięłam torby z zakupami z primark'a. Zeszłam na dół i bez słowa wyszłam. Harry pomógł mi wsadzić torby do bagażnika. Jak tylko wsiadłam do środka rozpłakałam się. 
- Nie płacz. Nie warto.- Harry mnie przytulił. 
- Jeden dzień mnie nie ma i już się rucha z inną.- ja. 
- Nie jest warty twoich łez. Powinien sprawiać że płaczesz ze szczęścia. - Harry. 
- Możemy już pojechać? - spytałam. 
- Jasne. - Hazza odjechał. 
- Ugh. Nigdy nie mam szczęścia w miłości. Jeden chłopak mnie bił, drugi prawie zgwałcił, trzeci zdradzał.- ja. 
- Wiem że to nie odpowiedni moment, ale dzwoniła Perrie i odwołała ten dzisiejszy wypad. Rodzina Maliczka się zjechała i wiesz.- Harry. 
- Nie ma problemu i tak chciałam się przenieść do jakiegoś hotelu. Nie będę ci siedzieć na głowie. Masz swoje życie.- ja. 
- Chcę żebyś mi siedziała na głowie. - Hazza. 
- Napewno? Bo dla mnie nie ma problemu i tak za półtorej tygodnia wracam do domu.- ja. 
- Gdzie?- Harry.
- Do Polski.- ja. 
- Ahh. I co już się nigdy nie zobaczymy?- Harry zaparkował pod swoim domem. 
- Wiesz polskie Directioners na was czekają.- ja. 
- Wiem. One są niesamowite. Podkreślę to podczas 1Dday. - Hazza. 
- 7 godzin live. Heh od miesiąca się na to szykuję a tu jeszcze miesiąc został.- ja. 
- Serio ? Znasz mnie możesz do mnie zadzwonić kiedy chcesz a czekasz na 1dday? - Harry. 
- Zawszę myślę nie logicznie.- ja. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy