- Wow pasjonująca historia. - ja.
- Ty tam byłaś!- Maya.
- Oj sorry. Dobrze wiesz że nie kontaktuje po 00:00. - ja.
- No tak. - May.
- Chcecie jakiegoś drinka? - spytał Kieran.
- Jasne. - odpowiedziałyśmy. Impreza z chłopakami była świetna. Do domów wróciłyśmy o 4 nad ranem. Chlopacy nas odwieźli bo Kit nie pił. Dean odprowadził mnie pod drzwi, a Kieran May.
- Bardzo dobrze się z tobą bawiłam. Jesteś jedynym chłopakiem który za mną nadąża w tańcu. - powiedziałam. Byłam trzeźwa żeby nie było.
- Tez bardzo dobrze się bawiłem. Zobaczymy się na podpisywaniu płyt? - Dean.
- Postaram się przyjść, ale nie obiecuję. Muszę jeszcze pare rzeczy załatwić przed wyjazdem. - ja.
- Będę cię wypatrywać. - Dean puścił do mnie oczko.
- Do zobaczenia. - powiedziałam i dałam Deanowi buzi w policzek.
- Do zobaczenia. - Dean.
Weszłam do domu i pobieglam do swojego pokoju. Zdjęlam buty i rzuciłam w kąt pokoju. Szybko przebrałam się w piżamę i wskoczyłam do łóżka. Szybko zasnęłam. Od rana zeszłam zaspana na dół.
- Opowiadaj o tym koncercie. Jak było? A ta impreza? Jednak ten chłopak zosatnie moim zięciem? - mama.
- Mamo! Weź. Ogarnij się. - powiedziałam i wyjęlam z lodówki sok.
- A chociaż go poznałaś? Zrobiłaś sobie z nim zdjęcie ? - spytała mama.
- Tak poznałam go. Tak mam z nim zdjęcie. O kurwa już 13 czemu mnie nie obudziłaś wcześniej? - krzyknęłam
- Wyrażaj się dziecko. No bo późno wróciłaś i nie chciałam cię budzić. - mama.
- Kurde teraz to na pewno nie pójdę. - powiedziałam biegnąc do pokoju. Wzięłam z garderoby jakieś rzeczy i poszłam pod prysznic. Z włosów zrobiłam niedbałego koka na czubku głowy. Zrobiłam kreskę eyelinerm, wytuszowałam rzęsy i nałożyłam błyszczyk. Ubrałam to. Przed wyjazdem musiałam załatwić jedną rzecz, która była dla mnie ważna. Ważniejsza niż podpisywanie płyt. Jak tylko się ogarnęłam mama zawiozła mnie do hospicjum. Poszłam na oddział dzięcęcy. Tam spędzałam większość swojego czasu z tymi dziećmi. Przy recepcji zaczepiła mnie pielęgniarka.
- Bardzo się cieszę że przed wyjazdem znalazłaś dla nich trochę czasu Asiu. Wiesz ile te wizyty dla ich znaczą. Dziś w nocy umarła Judyta. Dzieciaczki są załamane. Proszę pociesz je jakoś. Tylko kiedy ty do nich przychodzisz są uśmiechnięte, rozbawione i cieszą się życiem. - z oczy poleciały mi łzy. Judyta była moją ulubienicą. Obiecałam sobie że nie będę nikogo faworyzować, ale ta dziewczynka była niesamowita. Miała 5 lat. Płakałam. Postanowiłam zrobić to na korytarzy niż w sali dzieci. Nie mogłam sobie wybaczyć że ja imprezowałam a ona umeirała. Wytarłam łzy i weszłam do sali dla dzieci. Dobrze że używam kosmetyków wodoodpornych. Usmiechnęłam się szeroko.
- Kto mnie przyjdzie przytulić? - spytałam dosyć głośno. Dzieci kiedy zobaczyły że przyszłam otoczyły mnie całą gromadką. Wzięłam krzesło i usiadłam na środku sali. Zaczęłam czytać dzieciom bajki. Podeszła do mnie 13 letnia dziewczynka.
- Asiu ja wiem że wyjeżdżasz. Proszę obiecaj mi że jak wrócisz to przywieziesz mi coś i że... że nadal będę żyć. - powiedziała do mnie Paulina.
- Przywiozę ci co tylko zechcesz i obiecuję, że kiedy ci to przyniosę to będziesz żyć .- powiedziałam i mocno przytuliłam dziewczynę. Zrobiło sie juz późno. Wiedziałam, że nie zdążę na podpisywanie płyt, ale chciałam chociaż sie z nimi zobaczyć. Zobaczyć sie z Deanem.
- Okej ja juz muszę iść. - powiedziałam do dzieci.
- Ale zrób dużo zdjęć i wszystkie nam pokażesz.- powiedział chłopczyk
- oczywiście. Będę za wami wszystkimi bardzo tęsknić. Chodzie sie przytulić. - powiedziałam i mocno ich wszystkich uscisnęłam. Z oczu wyleciała mi łza. Wsiadam w autobus i jechałam do saturna. Z oczy leciały mi łzy. Z sluchawkami w uszach jechałam. Wysiadlam i poszłam do saturna. Prawie nikogo juz nie było. Z oczu nadal leciały mi łzy. Szybko je otarlam i podeszłam do stołu chłopaków.
- Hej. A podobno płyta podpisana. - zaśmiał sie Kieran.
- ale wasza książka jeszcze nie. -Puściłam mu oczko. Chłopacy podpisali książkę i przytuliłam każdego z nich.
- Joanne poczekaj. Za chwile kończymy odwieziemy cię. - powiedział Dean.
-Dobrze. - usiadłam z boku z Robbym i Gadalismy.
- kurde zawróciłaś mu w głowie.- Robby
- Że ja ? Niby komu?- spytałam
- Deanowi. Od kiedy cię zobaczył na instagramie cały czas o tobie mówi. A zdjęcie z tobą z koncertu ustawił sobie na tapetę. On ma fioła na twoim punkcie. - Robby
- tak tylko mówisz- ja
- serio ? Spójrz na niego. - oboje spojrzelismy na Deana który obrocił sie w nasza stronę i uśmiechnął. Robby kontynuował. - Te iskierki w oczach, to szczęście wypisane na twarzy, to jak na ciebie patrzy, w jaki sposób do ciebie mówi.
- moze trochę - powiedziałam zawstydzona.
- Czy ty placzesz ? - spytał Robby
- nie wcześniej płakałam.- powiedziałam przypominając sobie dlaczego.
- cos sie stało?- spytał
- Nie. Wiesz ja chodzę do hospicjum do dzieci i dzisiaj sie dowiedziałam ze jedno z nich umarło, wiem ze ten wyjazd bedzie bardzo fajny i bedzie spełnieniem marzeń, ale boje sie ze jak wrócę znowu któregoś nie bedzie.- powiedziałam roklejając sie i znów zaczęłam płakać. Robby mnie przytulił. Chłopacy skończyli i Dean od razu do mnie przyszedł.
- Co się stało? - spytał obejmując mnie. Powiedziałam mu to samo co Robbyiemu.
- tak bardzo nie chce ich tracić. - powiedziałam.
- nie martw sie nie stracisz obiecuje.- Dean
- Nie obiecuj mi czegoś skoro wiesz ze nie możesz dotrzymać obietnicy.- spadłam w szał. Usiadłam na ziemi i zaczęłam płakać chowajac twarz w dłoniach. Teraz Dean uzna mnie za wariatkę. On usiadł obok mnie i mnie objął.
- Przepraszam. Faktycznie nie mogę ci tego obiecać, ale mogę obiecać ci, że te dzieci odejdą i będziesz mogłabyć dumna z siebie, że tyle dla nich zrobiłaś, że dzięki tobie poczuły się kochane, bezpieczne i szczęśliwe. - powiedział Dean. Podniosłam głowę. Dean wytarł moje oczy z łez.
- to ja przepraszam. Po prostu kocham te dzieci. - powiedziałam.
- Rozumiem to i zazdroszczę im że tak bardzo je kochasz.- powiedział Dean i dał mi buziaka w czoło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz