wtorek, 27 maja 2014

Rozdział 41

*Oczyma Nialla (Nate)* 
- I co poznała cię ?- Spytała Lou. 
- Nie. Medżik!- ja. 
- Chodź tu bałwanie. - Lou pozbawiła mnie peruki i reszty dziwnych rzeczy, które na mnie nałożyła. 
- Podoba ci się huh?- zaśmiała się Lou. 
- Peruka? Tak jest spoko.- uśmiechnęłem się. 
- Chodzi mi o tę dziewczynę.- Lou. 
- Jest śliczna. No i nie wie kim jestem. Mam pewność, że nie poleci na kasę.- Westchnęłem. 
- Oj Horanciu. Tylko żebyś jej nie zranił jak się to później wyda.- Lou. 
- Od dzisiaj jestem Nate.- ja. 
- Nate? Nic innego nie mogłeś wymyślić?- Lou.
- Moja wina że nie jestem super inteligentny?- oburzyłem się. 
-Tak to twoja wina.- Lou. 
- Okej nie będę się kłócił że nie - ja. 
- Dobra blondyneczko lecę bo Hazza z Lux zbyt dużo czasu spędzać nie może. - Lou. 
- Dzięki za nasz dzisiejszy eksperyment.- uśmiechnęłem się i odprowadziłem przyjaciółkę do drzwi. Poszedłem do swojej sypialni na górę i wyszedłem na balkon. Znów śpiewała. Od kilku dni mieszka w domku obok. Codziennie wychodzi wieczorem na balkon z gitarą i śpiewa. Bardzo często są to nasze piosenki. Ma piękny głos, ale jest zraniona. Piosenki z uczuciem można zaśpiewać dopiero gdy się coś przeżyje. Ona śpiewa Lifehouse- Everything. Ten chłopak musi być skończonym idiotą. Nie wiem co on jej zrobił, ale ja to naprawię.. A tak w sumie Nate. 

*Oczyma Joanne* 
- Jo zrobiłem kolację.- Kit. 
- Aww jaki kochany.- dałam mu buziaka w policzek. Zeszliśmy na dół na kolację którą przygotował Kit. 
- Co to za chłopak ? Ten Cały Nate. Mieszka obok?- ja. 
- Tak w sumie pierwszy raz gościa widziałem. Od kiedy pamiętam ten dom stał pusty. Dopiero jakieś trzy tygodnie temu tu zamieszkał. Wychodził rano wracał w nocy. Kilka razy widziałem go w nocy, ale nie przywiązałem do niego szczególnej uwagi.- Kit. 
- Aha. Napewno nie jest tak źle.- ja. 
- Słyszałem, że podobno jest płatnym mordercą dlatego cały czas chodzi w czarnej bluzie z kapturem i ma przyciemnione szyby w aucie.- Kit 
- Heh. Serio? Kit ploteczki w kole gospodyń wiejskich? - zaśmiałam się. 
- Nie. Słyszałem w sklepie jak byłem.- Kit 
- Co jak co, ale że ty w takie bzdury wierzysz to się nie spodziewałam.- ja. 




 

piątek, 9 maja 2014

Rozdział 40

- Ok to co chcesz najpierw posprzątać?- Kit.
- Em heloł. Ja jestem w ciąży. Ty będziesz sprzątać, a ja będę mówić co. - ja. 
- Będzie mi rozkazywać w moim domu.- Prychnął Kit. 
- A będę. Tak więc idziesz sprzątać,a ja idę robić obiad. - uśmiechnęłam się i poszłam do kuchni. Otwarłam lodówkę Kit'a. Chyba potrzeba zrobić zakupy. 
- Kit. Jednak nie sprzątasz. Jedziemy na zakupy. -ja. 
- Okej.- zacieszony Kit ubrał buty i kurtkę i wyszliśmy. Pojechaliśmy do marketu. Zrobiłam zakupy na kilka dni. Wróciliśmy do domu około 13. 
- Oh matko, ale ja jestem głodna.- westchnęłam przy rozpakowywaniu zakupów. 
- To może zamiast sprzątać pomogę ci robić obiad.- Kit. 
- Spadaj dalej sprzątać.- zarządziłam. 
- Ay Ay kapitanie.- Kit wyszedł a ja robiłam Spagetti. Kiedy skończyłam wyszłam z kuchni. Salon tak błyszczał że można było jeść z podłogi. Reszta domu też.
- Widzisz jak chcesz to potrafisz.- pochwaliłam Kita i zaciągnęłam go do kuchni gdzie razem zjedliśmy obiad. 
- Co chces robić przez resztę dnia?- Kit. 
- Pobawię się trochę z twoim kotem, a później może napiszę piosenkę. O ile pożyczysz mi gitarę.- ja. 
- Jasne. Bierz co chcesz.- Kit.
- Dziękuję. - przytuliłam chłopaka i poszłam do pokoju Kita. Wzięłam gitarę i wyszłam na balkon. Usiadłam na fotelu i zaczęłam grać i śpiewać. 
" I'm sorry if i say i need ya. 
But i don't care i'm not scared of love 
Cause when i'm not with you i'm weaker 
Is that so wrong ? 
Is it so wrong? 
That you make me strong"  
Skończyłam ze łzami w oczach. Wstałam i oparłam się o balustradę. 
- My heart your heart 
Stil tight like book ends 
Pages between us 
Written with No end
So many words we're not saying 
Don't wanna wait til it's gone 
You make me strong. - usłyszałam czyjś głos dochodzący z domku obok. Nie miałam ani siły, ani ochoty spojrzeć kto to. Po prostu weszłam spowrotem do domu. Usiadłam na łóźku. Przyszła do mnie kotka Kita. 
- Cześć maleńka.- podrapałam ją za łóżkiem na co słodko mruknęła. 
- Jo. Ktoś do ciebie.- Kit. 
- Dean?- spytałam. 
- Tak. Pójść z tobą? - Kit. 
- Nie. Dam radę.- odpowiedziałam i zeszłam na dół. 
- Asiu. Zanim zaczniesz na mnie krzyczeć proszę daj mi się wytłumaczyć.- Dean. 
- Nie miałam zamiaru krzyczeć. - powiedziałam spokojnie i usiadłam przy stole. Dean usiadł na przeciwko mnie. Nie mogę się denerwować. 
- Joanne. Dzielił nas pewien dystans. Po prostu zabrakło mi bliskości. - Dean. 
- Rozumiem. - ja. 
- Powinnaś być wściekła. Uderzyć mnie nakrzyczeć.- Dean. 
- Tego chcesz? Żebym była wściekła, robiła sceny, krzyczała? - ja 
- Ja nadal cię kocham.- Dean. 
- Może i jest tak jak mówisz. Ja też zawsze będę cię kochać. Zawsze będę o tobie pamiętać tym bardziej że noszę pod sercem nasze dziecko, ale nie jestem w stanie ci wybaczyć.- powiedziałam a z oczu znów poleciały łzy. 
- Jesteś w ciąży?- Dean. 
- Tak, ale nie przejmuj się tym. Sama dam sobie radę. - powiedziałam i wstałam od stołu i odprowadziłam Deana do drzwi. Wyszliśmy przed dom. 
- Nasza historia nie musi się jeszcze kończyć.- Powiedział zbliżając się do mnie. 
- Nie zaufam ci już.- powiedziałam odwracając głowę. 
- Przecież byliśmy tak idealni.- Dean. 
- Ale to zepsułeś!!! Zostaw mnie !- krzyknęłam. 
- Zostaw ją ! - krzyknął jakiś chłopak i odepchnął Deana. Dean tylko mruknął coś pod nosem i sobie poszedł. 
- Wszystko okej? - spytał brunet. 
- Tak. Dziękuję.- odpowiedziałam 
- Co to za typek? Znasz go?- spytał zmartwiony. 
- Tak. To tak jakby mój były. - powiedziałam rozstrzęsiona 
- Spokojnie nic ci nie grozi. Już go nie ma. - Brunet spojrzał na mnie swoimi nieziemsko niebieskooki oczyma, które skądś znałam. 
- Dziękuję. Jestem Joanne.  - ja. 
- Jestem N...N.. Nate.- chłopak. 
- Miło mi.- Uśmiechnęłam się delikatnie. 
- Hej Jo wszystko Okej?- Kit wyszedł przed dom.
- Tak. - Wtuliłam sie w przyjaciela. 
- Do zobaczenia Jo.- Nate. 
- Do zobaczenia Nate.- ja. 

niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 39

- Co?- Kieran. 
- Nie nic.- powiedziałam i odwróciłam głowę w drugą stronę. 
- Jo. Ty jesteś w ciąży? Jak to się stało?- Kit.
- No wiesz kiedy dwoje ludzi się kocha to nadchodzi taki moment kiedy....- Kit mi przerwał. 
- To wiem jak się odbywa, ale co wy się nie zabezpieczacie? - Kit. 
- No niby się zabezpieczaliśmy, ale nigdy nie ma sto procent pewności.- ja. 
- Co zamierzasz zrobić? - Sean. 
- Wychowam to dziecko i zostanę 20 letnią mamusią.- westchnęłam. 
- Podziwiam cię. Ja chyba nie byłbym jeszcze na to gotowy. Jeszcze to co odwalił Dean.- Kieran. 
- Nie pocieszasz.- westchnęłam, a z oczu znów wyleciały mi łzy. 
- Nie płacz Ewka bo tu miejsca brak na twe babskie łzy.- zaśpiewał Kieran po Polsku na co spojrzałam sie z miną WTF?
- Co?- ja. 
- No bo my z chłopakami mamy taki konkurs który się szybciej nauczy polskiego No i wiesz. .- Kieran
- Kto wygrywa? - Ja. 
- Jak na razie Sean. - Kit. 
- A kto przegrywa?- Ja. 
- Kit.- Kieran. 
- Wiesz na ładną pogodę się nie zanosi, więc na mój powrót do domu też. Pobędziesz ze mną trochę i wygrasz.- zaśmiałam się. 
- To nie uczciwe. Oświadczam wszem i wobec, że zamieszkam z wami.- Sean. 
- A chcesz mieszkaj. Moje drzwi zawsze stoją dla was otworem.- Kit. 
- Oh ty słodziaku.- Kieran usiadł mu na kolana. 
- A poczekaj niech się Majka dowie.- zagroziłam Kieranowi, który momentalnie odsunął się na drugi koniec pokoju.
- Ja tu sobie grzeczniutko na kanapie siedzę.- Kieran. 
- Obserwuje cię.- powiedziałam poważnie. 
- Mam się bać?- Kieran. 
- Powinieneś.- ja. 
- Okej. Boję się.- Kieran się uśmiechnął. 
- Muszę zadzwonić. Zaraz wrócę.- powiedziałam i poszłam do pokoju Kita. Zadzwoniłam do Mamy. Opowiedziałam jej historię jak znalazłam się w Anglii i dlaczego mi smutno. 
- Rozumiem że bardzo tęskniłaś, ale następnym razem przyjdź do mnie. Nawet jak będę spać. Zaufaj mi.- mama. 
- Bardzo ci ufam. Jesteś jedyną osobą bliższą mi niż Majka. Mamo ja już bym chciała wrócić. Na uczelnię, do Majki, do was.- z oczu znów wyleciały mi łzy. 
- Oh. Sprawdzę zaraz kiedy wystartują znów samoloty. - mama
- Dobrze.- usłyszałam tylko kliknięcie klawiatury. 
- Niestety dopiero za około miesiąc.- mama ciężko westchnęła. 
- Może wrócę samochodem i promem.- ja. 
- To jest niebezpieczne. Zostań z chłopakami. Jak tylko samoloty zaczną startować wrócisz. - powiedziała zatroskana mama. 
- Bardzo chciałabym już wrócić. - ja. 
- Wiem aniołku, ale teraz dla twojego bezpieczeństwa musisz tam zostać. - Mama. 
- No więc zostanę. - ja. 
- Kończę aniołeczku. Trzymaj się. Pozdrów chłopców.- mama się rozłączyła. Wróciłam do chłopaków 
- Macie pozdrowienia od mojej mamy.- ja. 
- Ohh. Twoja mama robi taki bigos.- rozmarzył się Sean. 
- To co wpadacie do nas ? - ja. 
- Jasne. Poczekaj gdzie ja wsadziłem mój guzik od teleportacji.- Kit zaczął się macać po kieszeniach. 
- Idioci. Wszędzie idioci.- zaśmiałam się. 
- Jo. Wszędzie Jo.- Kieran. 
- Eeej. Jeszcze nie jestem aż taka gruba.- ja. 
- Hehe nie długo Jo będzie mogła nas otoczyć.- Sean. 
- Przestańcie. Ona nawet z tym słodziakiem w brzuchu będzie szczuplejsza niż wy.- Kit. 
- To zabolało.- Kieran. 
- Zdecydowanie tak.- Sean. 
- Cieszcie się, że Kit przemówił bo jak ja bym to skomentowała to moglibyście się zalać łzami jak mali chłopcy.- Ja. 
- Wredna Jo. Tego jeszcze nie było.- Sean. 
- Zaraz może nastać. Więc uważaj.- powiedziałam groźnie 
- My tu gadu gadu, a my musimy lecieć. - Sean. 
- To już ta godzina. Reece dzisiaj pryjeżdża trzeba ogarnąć.- Kieran. 
- Pozdrówcie go odemnie.- Kit. 
- A wy co dzisiaj będziecie robić? - Sean. 
- Posprzątam. Nie mogę żyć w takim syfie.- zaśmiałam się. 
- To ja lecę.- Kit chciał wyjść. Chwyciłam go za kaptur od bluzy. 
- Nigdzie nie idziesz kolego.- ja. 
- Ratunku...- Kit. 
- Nikt ci nie pomoże. - znowu użyłam niskiego groźnego głosu. 
- To tego my lecimy.- Kieran i Sean wyszli. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~







środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 38

Nie miałam w Londynie nikogo, a kolejny samolot nie wiadomo kiedy miał lecieć, ponieważ były straszne warunki pogodowe. Siedziałam bezsensu na lotnisku nie wiedząc co ze sobą zrobić. Jest  około 3 w nocy, pada deszcz, wiatr urywa głowę, a błyskawice rozjaśniają niebo. Wyjęłam telefon z kieszeni. Akurat zadzwonił. Kieran dzwoni. 
- Halo?- ja. 
- Hej Jo jak się czujesz? - Kieran 
- A jak mam się czuć? - spytałam. 
- Gdzie jesteś? - Kieran. 
- Na lotnisku.- westchnęłam. 
- Ale przy takich warunkach pogodowych chyba nie leci żaden samolot? - Kieran. 
- No niby nie. - ja. 
- To po co tam siedzisz? - Kieran. 
- A gdzie mam pójść?- odpowiedziałam pytaniem. 
- Przyjadę po ciebie zaraz. Nie możesz siedzieć na lotnisku.- Kieran. 
- Whatever.- rozłączyłam się i wyjęłam słuchawki. Wsadziłam je do uszu i włączyłam muzykę. Założyłam na głowę kaptur i wyszłam przed budynek. Usiadłam na ławce poturecku. Pewnie wyglądam strasznie. Podjechał czarny samochód. Wysiadł Kieran. 
- Chodź. Boże ty się trzęsiesz. Zimno tu co?- zaśmiał sie i okrył mnie swoją kurtką. 
- Nie musisz tego robić.- powiedziałam wsiadając do samochodu. 
- Ale chcę. Bo wiem jak się czujesz. - Kieran. 
- Nie wiesz. Nie spotkało cię coś takiego.- powiedziałam. 
- Ale wyobraźnię mam wybujałą to sobie wyobrażam.- Kieran próbował mnie pocieszyć. 
- To tak smutne że ludzie, których wydaje nam się że tak dorze znamy tak naprawdę są kimś innym.- wydukałam ostatkami sił, a moje oczy znów się zaszklily.
- Nie potrafię pocieszać. Przepraszam.- Kieran. 
- Chociaż próbujesz. Dziękuję.- powiedziałam wciąż wpatrując sie pustym wzrokiem za szybę. 
- Co różni Biebera od Niemek ? Bieber wygląda chociaż jak kobieta.- Kieran. 
- Jedziesz po swoim idolu żeby mnie pocieszyć? - uśmiechnęłam sie. 
- Każdy sposób jest dobry, a ty jesteś dla mnie jak młodsza siostra. Nie moge patrzeć jak jesteś smutna.- Kieran. Zapadła cisza. Podjechaliśmy pod dom Kita. 
- Do Kita? - spytałam zdziwiona. 
- Raczej nie Chciałabyś sie mijac z Deanem więc nie chce cie brać do nas.- Kieran. 
- Jesteś kochany. - delikatnie się uśmiehnęłam i wysiadłam z samochodu. Wzięłam swoją torbę. Kieran sobie normalnie wszedł. Bo to normalne ze o 4 nad ranem przyjmuje sie gości. 
- Hej. Już jesteście. - Zaspany Kit podniósł sie z kanapy w salonie. 
- Zostawiam ją pod twoją opieką. Nie spieprz tego.- Kieran. 
- Chodź wujek Kit przytuli i pogłaszcze, nawet kołysankę zaśpiewa. - brunet zaprowadził mnie do swojego pokoju. 
- Moge sie przespac na kanapie.- ja. 
- Nie No przecież ja tu jestem facetem tak. No. Więc jakbyś czegoś potrzebowała to krzycz, pisz SMS albo dzwon.- Kit wyszedł z pokoju. Zdjęłam buty i bluzę. Weszlam do łóżka. Otuliłam sie ciepłą kołderką, która pachniała Kitem i zasnęłam. Obudziłam sie z krzykiem około 5. Koszmary. W tempie światła znalazł sie obok mnie Kit, który mnie przytulał.
- Shhh. To tylko koszmar. Spokojnie. Jestem obok.- Kit. Nie wiedziałam o tym ze on jest taki opiekuńczy. Kiedy już się troche uspokoiłam. 
- Już dobrze?- spytał z troską. 
- Tak dziękuję.- ja. Serce waliło mi chyba z 300 razy na sekundę. Poziom adrenaliny osiągnął zenitu, a w mojej głowie toczyła się zacięta walka. Wiedziałam, że już nie zasnę, więc weszlam pod szybki prysznic. Włosy spięłam w koczka i ubrałam sie w czarne rurki i czerwoną koszule w kratę. Zeszłam na dół. Była już 6. Kit spał więc postanowiłam go nie budzić. Wzięłam portfel i skończyłam na szybkie zakupy. Wróciłam do domu i zrobiłam sniadanie. Naleśniki z truskawkami, bananem, kiwi i nutellą. Kit się obudził i przyszedł do kuchni. 
- Ostatni raz jadłem takie sniadanie jak mieszkałem z mamusią.- zaśmiał sie brunet kiedy podałam mu talerz. 
- Ale piękne zapachy. Czuć ze tu przebywa kobieta.- wydarł sie Kieran z korytarza jednak szybko i on i Sean znaleźli sie w kuchni. 
- Siadajcie to tez sie zalapiecie. - uśmiechnęłam sie i podałam im talerze z jedzeniem. Chłopacy zjedli wszystko. 
- Jak odkurzacze.- uśmiechnęłam sie. 
- Chcieliśmy pogadać.- Sean. 
- Słucham.- ja. 
- My wiemy że jest ci ciężko i wgl, ale musisz o nim zapomnieć.- Kieran. 
- To nie będzie takie łatwe.- ja. 
- Tak wiem że go bardzo kochasz, ale inaczej będziesz cierpieć. - Sean. 
- To nie będzie takie łatwe bo jestem z nim w ciąży. - powiedziałam.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przepraszam ze takie depresyjne ostatnio ale mam taki czas po  prostu depresyjny. 
Mam nadzieje ze sie cieszycie ze wróciłam. 
Pis and laf 
Wasza Jo ;*




środa, 12 marca 2014

.

O jezu! Dorwałam się właśnie do mojego pierwszego bloga jakiego kiedykolwiek zaczęłam pisać xd Jeszcze na wp. Pamiętam jak później zaczęłam ogarniać bloggera to było tylko takie " co ? " " WFT?" " O co w tym chodzi?" Uśmiech, <3 Tam było tyle komentarzy a tu nic. xd Minęły już dwa lata od kiedy piszę blogi. Równe dwa minęły 28 lutego. Pamiętam jak zaczynałam. To było tylko takie łe wszyscy piszą to ja też zacznę. Pisałam dosłownie wszędzie. W zeszytach od ang i polskiego od matmy i później spisywałam wszystko do internetu. Boże DWA LATA! To mi tak szybko minęło. Wydaje się to być tak niedaleko a jednak to było dwa lata temu. Przeżywam to. Nie wiem jak opisać to uczucie. To takie, miłe jednocześnie będąc tragicznym. Ten czas tak szybko leci, ulotne chwile warte wspomnień. Czasem warto pocierpieć przez chwilę by wzbić się jak ptak ku marzeniom. Sorry jakoś mi się załączyło poetowanie ostatnio xd.
Pozdrawiam
Wasza Jo xx

poniedziałek, 10 marca 2014

Rozdział 37

- Um. Ah. Marku. Przecież doskonale wiesz że mam chłopaka, którego bardzo kocham.- Ja. 
- Wiem i on jest problemem.- Marek. 
- Nie czuję do ciebie tego co ty do mnie. Przepraszam. - ja. 
- Nie martw się ja to wszystko wiem, ale musiałem ci powiedzieć o swoim uczuciu. Nie mogłem tego dusić w sobie.- Marek. 
- Jo teraz twoja kolej co chcesz śpiewać?- spytał chłopak puszczający podkłady. 
- Sama zagram.- uśmiechnęłam się i wzięłam gitarę. Usiadłam na taboreciku i zaczęłam grać  Chasing the summer- Room 94. 
Zabawa się rozkręcała. Ja zwinęłam się do domu około 22. Coraz bardziej źle się czułam i na dodatek dostałam okres. 
- Hej wychodzisz już? - spytał Marek, który złapał mnie przy wyjściu. 
- Tak. Jakoś niezbyt się czuję.- westchnęłam. 
- Ohh. Odprowadzę cię. - Marek. 
- No jak chcesz. - powiedziałam. Doszliśmy do mojego samochodu. 
- To już.- zaśmiałam się. 
- Eej. Myślałem że nie przyjechałaś samochodem. - Marek. 
- Tak wyszło.- ja. 
- Ugh. No dobra to widzimy się jutro na zajęciach? - spytał brunet. 
- Raczej tak. - uśmiechnęłam się. 
- To do jutra Asiu.- powiedział i dał mi buziaka w policzek. 

*Miesiąc później* 
Od tygodnia zbieram się do tej jednej czynności, która może wywrócić moje życie do góry nogami. Test ciążowy. Siedzę z testem w ręce i wpatruję się w ścianę. Nie chcę znać wyniku. Spojrzałam na test. Dwie kreski. Jestem w ciąży. Świat mi sie zawalił. Zaczęłam płakać. Do łazienki weszła mama. 
- Co się stało? - spytała. Pokazałam jej test. Podała mi rękę i pomogła się podnieść z ziemi. Mocno mnie przytuliła. 
- Asiu. Nie płacz. - mama. 
- Nie moge.- ja. 
- Przestań i się Ogarnij. - mama. 
- Mamo. Co ja teraz zrobię?- spytałam przez łzy. 
- Przejdziemy przez to razem. Jest jeszcze Dean.- Mama. 
- Damy radę? - spytałam. 
- Tak. - mama. 
Po jakimś czasie ogarnęłam się i poszłam do swojego pokoju. Rodzice już spali, a ja nie mogłam. Wstałam z łóżka i zapaliłam światło. Wyjęłam spod łóżka torbę do której spakowałam kilka rzeczy. Założyłam leginsy, top i fioletową bluzę Deana. Wzięłam z półki telefon i portfel i wyszłam z domu. Pojechałam autobusem na lotnisko. 
- Chciałabym kupić bilet na najbliższy lot do Londynu.- Ja. 
- Niestety za 10 minut odlatuje samolot a kolejny dopiero o 7 nad ranem. - kobieta. 
- Zdążę na ten za 10 minut. Proszę. Ja potrzebuję lecieć tym samolotem. - w moich oczach nieświadomie pojawiły się łzy. Kobieta gdzieś zadzwoniła i osobiście dopilnowała żebym trafiła do samolotu. Około 1.39 w nocy byłam w Londynie. Wysiadłam z samolotu. Zawiesiłam torbę na ramię. Wyszłam przed budynek. Nie Przewidziałam że tutaj jest tak zimno. Przed lotniskiem zobaczyłam Deana. Nie był sam. Był z jakąś dziewczyną. Wszystko byłby Okej gdyby nie to że trzymał ją za rękę, uśmiechał się do niej w taki sposób jak do mnie, patrzył w oczy. Wyjęłam telefon. Zadzwoniłam do niego. Przeprosił dziewczynę i odsunął się. 
- Hej skarbie.- Dean. 
- Hej. Co robisz? - ja. 
- A No wiesz troche piliśmy z chłopakami i robiliśmy grilla i własnie idę spać. - Dean. 
- Mhym. A powiedz mi jak często mnie okłamujesz?- ja. 
- Kochanie. Nigdy nie kłamie. - Dean. 
- Znowu kłamiesz.- ja. 
- O co ci chodzi?- Spytał. 
- Spytaj uroczą brunetkę która obok ciebie stoi.- ja. Dean zaczął się rozglądać. W końcu mnie zobaczył. Zapłakaną i trzęsącą się z zimna. Chyba sam do końca nie mógł uwierzyć że mnie widzi. Podszedł do mnie. 
- Joanne to nie jest tak jak myślisz.- Dean 
- Od takiego tekstu zaczyna się każde zerwanie.- powiedziałam zapłakana. 
- To jest narzeczona Reeca. Brata bliźniaka Kierana. - Dean. 
- I trzymałeś ją za rękę, patrzyłeś w oczy...- ja. 
- Joanne.. Nigdy bym cię nie zranił. - Dean. 
- Dean co to za dziewczyna? - spytała brunetka. 
- Hej jestem Joanne. Dziewczyna Deana. Miło mi cię poznać. - ja. 
- To ona? Mówiłeś, że z nią koniec?- dziewczyna zwróciła sie do Deana. 
- Ze mną koniec?- ja 
- Joanne to jest Natalie. Moja narzeczona.- Dean. 
- Narzeczona? No to życzę wam szczęścia. - powiedziałam i nie chcąc tracić resztek godności odeszłam wypuszczając z oczu łzy. 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Pis and laf. 
Mam ostatnio jakieś stany depresyjne i wróciłam bo tylko pisząc jestem szczęśliwa. Wątpię, że jeszcze ktoś wchodzi, ale kocham was <3 
Bardzo, bardzo, bardzo <3






poniedziałek, 24 lutego 2014

Rozdział 36

Nadszedł czas żeby się pożegnać. Znów. 
- Będę tęsknić. - powiedziałam dając mu buziaka w policzek. 
- Ja też.- Dean. Chłopacy wsiedli do samolotu i odlecieli. Razem z Majką wróciłyśmy do mojego domu. Chłopacy musieli wrócić do koncertowała a my do szkoły. Nie ma tak łatwo. Usiadłam na łóżku, a Majka naprzeciwko mnie.
- To było krótkie pożegnanie. - Majka. 
- W sumie tak. Zazwyczaj są bardzo ckliwe i długie i wszyscy płaczą. - ja. 
- Co robisz wieczorem? - Majka. 
- Nie wiem może skoczę do klubo-kawiarni na uczelni. - ja. 
- Fajnie. Mnie czeka romans z fizyką. Mam fatalne oceny. Tak samo jak z chemi i matmy. Muszę trochę przysiąść żeby chociaż na 3 powyciągać.  - Majka. 
- Napewno będzie dobrze.- ja. 
- Dobra ja lecę. - Majka wyszła. Poleżałam jeszcze trochę na łóżku. Zadzwonił do mnie Marek. 
- Joł. - ja 
- No Siema wpadasz dzisiaj na uczelnie ? Planujemy karaoke.- Marek. 
- W sumie czemu nie. Tylko dajcie fajny repertuar jakiś.- ja. 
- No rejczel. Ej mała ja kończę bo mamy tu lekki before o której wpadasz? - Marek 
- Jak się ogarnę.- ja
- Jutro?- zaśmiał się Marek. 
- Nie. Nie jutro. Za godzinę. - ja. 
- Okej No to czekamy. - Marek się rozłączył. Podniosłam swoje zwłoki z łóżka i poszłam pod prysznic. Szybciutko wysuszyłam włosy. Owinęłam się ręcznikiem i poszłam do swojej garderoby. Wybrałam ten zestaw
i poszłam się ubrać. Zrobiłam trochę mocniejszy niż zwykle makijaż. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Coś źle się czułam, ale to pewnie tak przed okresem. Wzięłam tabletkę przeciwbólową. Do torebki zapakowałam telefon, portfel i pudełczeko tamponów. Wyjechałam z garażu samochodem i pojechałam na uczelnie. Tam weszlam do naszej klubo/ kawiarni. 
- No nareszcie. - Marek przywitał się ze mną buziakiem w policzek. Impreza powoli się rozkręcała. Na naszej scenie ktoś śpiewał właśnie Rihanne. 
- Witaj Joanne.- Profesor od emisji. 
- Witam. Prosze pan tez tu jest. Tego to się nie spodziewałam.- zaśmiałam się. 
- No cóż staram się wyłapywać osoby do występu na koniec roku.- Uśmiechnął się nauczyciel. Zaczęła grać muzyka a na scenie pojawił sie Marek. Zaczął śpiewać Love Locked Out - Lawson. Zrobił niezłe show śpiewając i tańcząc. Jest świetny. Zeskoczył ze sceny i podszedł do mnie. 
- Nie wiedziałam że jesteś taki dobry.- ja. 
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz.- Powiedział odgarniając kosmyk moich włosów za ucho. 
- Czy ta piosenka była dedykowana dla kogoś specjalnego?- ja. 
- Tak dla ciebie. - Marek. 
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Generalnie piosenka Love locked out jest o tym ze chłopak jest zakochany w dziewczynie która ma innego. I mimo iż jest szczęśliwy jej szczęściem chciałby żeby coś pomiędzy nimi było. Także pozdrawiam. Jak dostanę 5 komentów to jutro nowy rozdział  <3 Mam rekolekcje xd Pozdróweczki xx :*





poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 35

Niespodzianka za namową kilku osób, które kochają moją pisaninę i z tęsknoty postanowiłam wrócić. <3 

~~~~~~
*kilka miesięcy później*
Powrót na uczelnię minął szybko i przyjemnie. Wszyscy studenci narzekają. Ja nie znalazłam do tego powodów. No może jeden. Starzeję się. Po zajęciach przyjechał po mnie Dean. Wpadłam w jego ramiona. 
- Jak się czujesz? - Dean. 
- Teraz? Bardzo dobrze.- uśmiechnęłam się. 
- Wracamy do domu? - spytał. 
- Tak.- ja. Dean otworzył mi drzwi. Zapięłam pas. Dean usiadł na miejsce kierowcy. Uśmiechnęłam się i cały czas na niego patrzyłam. 
- Dlaczego tak patrzysz?- Dean. 
- Cóż są dwie odpowiedzi na to pytanie. Jesteś zabójczo przystojny, a druga odpowiedź brzmi bo cię kocham. - cmoknęłam jego policzek. 
- Prowadzę.- Dean. 
- Przytulić.- ja. 
- No chodź tu.- Deano objął mnie jedną ręką. 
- Starczy czułości. - ja. Kiedy tylko weszlam do domu zaraz wszyscy skakali wokół mnie jak pieski. Majka nawet mi obiad zrobiła. Co najdziwniejsze był przepyszny. Padło podejrzenie, że go zamówiła. 
- Jesteście bardzo oopiekuńczy i kocham was, ale chciałabym trochę odpocząć i spędzić trochę czasu z moim chłopakiem. - ja. 
- Idźcie na górę. - Majka.
- Dziękuję.- powiedziałam i chwyciłam Deana za rękę. W moim pokoju położyłam się na łóżku a Dean obok. Wtuliłam się w niego. 
- Nawet nie wiesz jak tęskniłem księżniczko.- Dean dał mi buziaka we włosy. 
- Ja też tęskniłam. Tak bardzo, bardzo, bardzo mocno. Nie chcę cię już nigdy tracić. To jest straszne. - ja. 
- Nie stracisz mnie. Dlaczego tak pomyślałaś? - Dean. 
- Po prostu wiem że jak cię stracę to pęknie mi serce. Boję się ciebie stracić. - Ja. 
- Przepraszam, że pozwoliłem ci kiedykolwiek tak myśleć. Nie musisz się bać, ponieważ mnie nie stracisz.- Dean. 
- Ale na świecie jest tyle perfekcyjnych dziewczyn, a ja jestem przeciętna. - ja. 
- Perfekcyjność jest nudna. Ja wolę ciebie. Dziewczynę z uśmiechem za który oddałbym wszystko. Dziewczynę która jest inteligentna. Dziewczynę która ma piękne ciało. Dziewczynę która nie leci na mnie ze względu na sławę. Dziewczynę ktora Zawsze jest i bedzie przy mnie. Dziewczynę moich marzeń.- Dean. 
- Na górze róże na dole fiołek, 
Mówisz przepięknie niczym aniołek.- Ja 
- Ty moja poetko. - Dean. 
- Hehehe każdy kiedyś znajduje w sobie ukryty talent. A jaki jest twój?- ja. 
- Nie mam ukrytego talentu. - Dean. 
- Napewno masz. Pomogę ci go znaleźć. - ja. 
- A co jest twoim ukrytym talentem?- Dean. 
- Nie powiem ci. To jest głupie.- Ja. 
- Oj No powiedz mi. Nie będę się śmiał. - Dean. 
- Moim ukrytym talentem jest rysowanie, szkicowanie, malowanie.- ja. 
- To wcale nie jest głupie. To bardzo fajny ukryty talent. Tylko po co go ukrywasz? - Spytał Dean spoglądając mi w oczy. 
- tak wyszło. Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłam. Bałam się że już nigdy cię nie odzyskam.- ja. 
- Nigdzie nie odszedłem. Cały czas byłem z tobą i już cały czas będę. - Dean. 
- Wyjedźmy gdzieś.- ja. 
- Gdzie? - zdziwił się mój chłopak. 
- Pojedźmy nad morze. Polskie Morze.- ja. 
- Everywhere you go my heart will follow
Every broken road i'll be your shadow. - Dean. 
- Zacytowałeś moją ulubioną piosenkę.- uśmiechnęłam się. 
- Przypadek? - Dean. 
- Nie sądzę. - ja. 
- Kiedy chcesz wyjechać?- Dean. 
- Już, teraz, zaraz.- zaśmiałam się. 
- To jest do zrealizowania tylko co ze studiami? - Dean. 
- Walić te kilka dni.- ja. 
- Moja księżniczka. - Dean. 
- Tylko twoja, cała twoja.- dałam mu buziaka. 









środa, 18 grudnia 2013

My song part 1

Eloszky ;3 to nowy element bloga. Jestem nie tylko blogerką ale również #songwriter (pisze piosenki). Całe życie kryłam się z nimi bo uważam że są słabe (bo są) ale chciałabym zaczerpnąć waszej opinii. Będę umieszczać tylko fragmenty piosenek oraz tytuł i tłumaczenie jeśli będzie po angielsku. 

Tytuł: Don't make me. 

Don't let me go cause i need you more than you know 
Don't make me cry cause i had enough 
Please look at me but No you're still blind
You can't hold my hand cause we're Just a friends 
~~~~~~~~~~
Nie pozwól mi odejść bo potrzebuję cię bardziej niż wiesz 
Nie sprawiaj że płaczę bo mam tego dosyć
Proszę spójrz na mnie ale nie ty wciąż jesteś ślepy
Nie możesz chwycić mnie za rękę przecież jesteśmy tylko przyjaciółmi. 

Taki krótki kawałek mam nadzieję że wam się spodobał jeśli nie to walcie hejty. Właściwie nawet je lubię. W takim razie proszę komenty i tak dalej i tak dalej. Kocham was <3 

niedziela, 15 grudnia 2013

Rozdział 34

- Też się cieszę że cię widzę.- powiedział Dean jak się od niego odsunęłam. 
- Do domu?- ja. 
- Tak. - uśmiechnął się i wziął moją torbę. Objął mnie ramieniem i poszliśmy do samochodu. Bardzo się cieszyłam że mogę już być w domu. 
- Niespodzianka!!!!- wydarli się gdy tylko przekroczyłam próg domu. Kieran, Sean, Kit, Maya, Ashley, Robbie, mama, rodzice Majki. 
- Co wy tu robicie?- ja. 
- Twoi rodzice nas zaprosili.- Kier. Poszłam się do niech przytulić. 
- Już starczy bo będę zazdrosny. - Dean. 
- No weź do Mnie może.- Majka mnie mocno przytuliła. 
- Dusisz.- Ja. 
- Ojć. Sorry.- Majka. 
- Jasne. - Poszłam się wtulić w Deana. 
- Kocham cię.- Dean. 
- Mendo cholerna. Wiedziałeś o wszystkim.- ja. 
- Ja to zaproponowałem.- Dean się uśmiechnął. 
- Mamo. Ja wiem że my mamy duży dom, ale chyba nie zmieścimy się tu wszyscy.- ja. 
- Oh No właśnie to kolejna niespodzianka. Wyjeżdżam na ważne pokazy, a tata już pojechał na jakąś delegację. Macie chatę wolną.- mama. 
- Kiero nocuje u mnie.- Majka. 
- Ahh. Miło. Zostawiacie mnie z tymi debilami samą? Chcecie żebym zeszła na zawał? - ja. 
- Nie rób dramy mała. Jesteśmy grzeczni.- Kit.
- Małe to wiesz co może być.- spojrzałam znacząco na jego krocze. 
- Hahaha ale nie jest.- zaśmiał się. 
- No tego to ja nie wiem.- ja. 
- I się nie dowiesz.- Dean przerwał. 
- Ty mój zazdrosny. Tęskniłam. - uśmiechnęłam się, Dean wplótł rękę w moje włosy i przyciągnął do siebie całując. 
- To może my was zostawimy samych.- Ash zaczął zabawnie poruszać brwiami. 
- Żadnego seksu pod moim dachem. Pozatym Jo idzie jutro na zajęcia. Studia.- mama
- Zapomniałam. - walnęłam się ręką w głowę. 
- Dzieciaczki ja jadę. Nie roznieście domu. - mama
- Dziękuje ci za wszystko.- przytuliłam mamę. 
- Jasne. - mama wyszła razem z rodzicami Majki. 
Około 20 razem z Deanem położyliśmy się do łóżka. Wtuliłam się w niego. 
- Pierwszy raz od dłuższego czasu mogę zasnąć ze spokojem.- powiedziałam. 
- Ja też.- Dean dał mi buziaka w głowę. Zasnęłam. Około 7 rano wstałam i delikatnie podniosłam się z łóżka żeby nie  obuzić Deana. Weszłam pod prysznic. Ubrałam się w czarne rurki, biały top, jeansową kurtkę i czarno-różowe new balance. Wróciłam do pokoju. Wzięłam moją torbę do której wsadziłam macbooka, zeszyty, portfel i telefon. Stanęłam przed lustrem i poprawiłam włosy. Dean mnie złapał za rękę. Ledwo żywy. Leżał z uśmiechem i zamkniętymi oczami. Pociągnął mnie i upadłam prosto na niego. Zaczął mnie całować. Odwzajemniłam pocałunek wplatając ręce w jego włosy. 
- Muszę iść.- ja. 
- Odwiozę cię. - Dean. 
- Czekam na dole.- wstałam i poszłam na dół. Po jakiś 5 minutach przyszedł Dean. 
- Jak ty to robisz? - Ja. 
- Kwestia wprawy.... I dobrego żelu do włosów.- Deano mnie objął i poszliśmy do samochodu.  
- Kocham cię.- powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek. 
- Prowadzę.- Dean. 
- A ja wciąż cię kocham.- powiedziałam. 
- Ja ciebie też.- Dean się uśmiechnął. Pod szkołą wysiadł i otworzył mi drzwi. 
- O jaki dżentelmen.- ja. 
- Dla ciebie zawsze. - Dean. Stanęłam przed nim i stanęłam na palcach żeby dać mu buziaka. Dean nachylił się trochę i nasze usta się połączyły w jedność. Odepchnęłam go delikatnie. 
- Deano jesteśmy przed moją szkołą.- ja. 
- Najlepiej. Niech wiedzą że jesteś moja. - Dean się wyszczerzył i wpił w moje usta. Odwzajemniłam pocałunek. 







piątek, 13 grudnia 2013

Rozdział 33

*Październik* 
Dziś pierwszy dzień zajęć. Może zajęcia pomogą mi podnieść się z mojego związku z Hazzą. Chłopacy oddali Polskę do swojej trasy. Trzy koncerty. Jadąc na zajęcia dostałam sms. 
Pierwsze zajęcia emisja głosu. Weszlam do sali i zajęłam miejsce. 
- Ekhem. Usiadłaś na moim miejscu.- blondynka 
- To musisz sobie nowe znaleźć. Ops!- ja. 
- O jaka pyskata. Złaź z mojego miejsca.- Laska
- Spadaj. Znajdź sobie inne miejsce.- ja. 
Po całym dniu użerania się z losem wróciłam do domu. Rzuciłam się na moje łóżko i zaczęłam płakać. Chciałabym wrócić do tego co było. Niby sen niby rzeczywistość. Tęsknię za moim idealnym związkiem z Deanem. Za tym cipłem którym mnie otaczał. Za nim. To wszystko jest popierdolone. Chcę mieć to co w śnie chcę być tą jedyną dla niego. Wyszłam z pokoju i chciałam zejść na dół. Spadłam ze schodów i jedyne co pamiętam to jedna wielka ciemność. Obudziłam się w szpitalu. 
- Kochanie nareszcie. - mama. 
- Co się stało?- ja. 
- Byłaś z Majką na mieście i zemdlałaś. Idę po lekarza. Dean napewno się ucieszy że już się obudziłaś. - Mama. 
- Dean tu jest?- spytałam z iskierkami w oczach. 
- Tak. Zrezygnował z trasy żeby przyjechać. Bardzo się martwił. - Mama wyszła po lekarza.  To co myślałam że było snem było życiem. Do sali wszedł Dean. Mój Dean. Odłączyłam od siebie wszystkie kable i przytuliłam się do niego mocno. Z oczu wyleciały mi łzy. 
- Kochanie musisz wrócić do łóżka. - Dean. 
- Kocham cię nie puszczaj mnie prosze. Nigdy.- rozpłakałam się. 
- A ty nie zostawiaj mnie na tak długo.- Dean. 
- Długo?- ja. 
- Byłaś w śpiączce przez dwa tygodnie.- Dean. 
- dwa tygodnie?- ja. 
- Nie gadaj tylko do łóżka. - Dean. Położyłam się do łóżka. Przyszedł lekarz. Popatrzył i se poszedł. Mama poszła z nim. Dean siedział na krześle obok łóżka. Trzymał mnie za rękę. 
- Bałem się.- Dean. 
- Czego?- spytałam. 
- Że mnie opuścisz. - Dean. 
- Nigdy. Nawet jak będą mi dopłacać. - ja. 
- Za tydzień chłopacy będą w Polsce. Bardzo się cieszyli że już się obudziłaś. - Dean. 
- Kochani są.- ja. 
- Robbie wysłał mi film z koncertu. - Dean pokazał mi video.

"Kieran uciszył tłum fanek. 
- Jak widzicie Deana nie ma z nami. Jest teraz w Polsce z Joanne. Ona miała wypadek i leży w szpitalu. Proszę módlcie się o nią. Kolejną piosenkę dedykujemy właśnie jej. To jej ulubiona piosenka z nowej płyty One direction. - Kieran
- Czekamy aż się obudzi. - Kit. 
- I nie tracimy nadzieji na lepsze jutro.- Zakończył Sean po czym zaczęli grać "Strong"" 

- Oni są tacy kochani. - powiedziałam przez łzy. 
- Może i są totalnymi debilami, ale potrafią odpowiednio się zachować.- Dean. 
- Boże nie mogę uwierzyć. Jesteś przy mnie. Oddali mi ciebie. - ja. 
- Nikt mnie nie zabrał. I nigdy nie zrobi tego. Już zawsze będę przy tobie. - Dean nachylił się nad moim łóżkiem i delikatnie pocałował w usta. Tak bardzo brakowało mi tych ust. 

*Trzy dni później*
Dziś wychodzę ze szpitala. 15 Listopada. Jutro chłopacy przylatują do Polski. Spakowałam swoje rzeczy. Poszłam do lekarza po wypis. Kiedy wróciłam Dean już na mnie czekał. Wskoczyłam na niego oplatając mu nogi w pasie. Spojrzałam głęboko w oczy i pocałowałam. 







czwartek, 12 grudnia 2013

Rozdział 32

Idealnie ubrana, włosy wyprostowane, makijaż zrobiony, sztuczny uśmiech jest. Stoję na parkiecie bujając się z przystojnymi studentami. Co mi po tym? Co mi po tym skoro ja bym chciała tego jedynego. Tego który jest teraz gdzieś w Londynie i napewno za mną nie tęskni. 

*Oczami Harrego* 
Siedziałem z chłopakami w klubie. Drink za drinkiem. Milion dziewczyn dookoła, ale ja chciałem tej jednej. Tej która siedzi gdzieś w Polsce i napewno za mną nie tęskni. Nie mam pojęcia dlaczego dałem się namówić Malikowi. Tęsknię za nią. Za jej uśmiechem, za włosami które opadały na jej ramiona, za tymi oczyma którymi zawsze na mnie patrzyła. Za tymi iskierkami w nich kiedy jej wzrok natykał się na mój. Za tą inteligencją. Za tym jak bardzo mocno mnie przytulała. Za tym jak bardzo mnie kochała... Nadal kocha. Tylko ja jak skończony dupek ją zostawiłem. 

*Oczami Asi* 
Usiadłam przy barze. 
- Widzę że coś humorek nie dopisuje. - Barman. 
- Chłopak mnie rzucił. Wczoraj. Boli. Jak cholera. - ja. 
- Wiem co czujesz.- chłopak. 
- Chłopak cię rzucił?- ja. 
- Właściwie to tak.- Uśmiechnął sie chłopak. 
- Jestem Asia od października nowa studentka. Wgl ale schiza czemu macie klub na uniwersytecie? - ja. 
- Cóż jest to nasza odskocznia. Normalnie jest tu spokojniej. Gitara, fortepian i pokazujemy co potrafisz. Ciebie też to czeka w październiku. Jestem Michał.- chłopak. 
- Fajnie. Na którym jesteś roku? - ja. 
- po wakacjach drugi.- Michał. 
- Zaprzyjaźnisz się ze mną?- ja. 
- Hehee jasne. Najpierw może jakiś drink?- Michu.
- Dawaj. Zaszalejmy. - Zaśmiałam się. 
- Na życzenie.- Michał się uśmiechnął i zaserwował mi drinka. Po jedyn miałam mroczki. 
- czego tu dałeś?- ja. 
- Jakieś 70% drinka to wódka 45%. Reszta to zwykły sok pomarańczowy. - Michał. 
- Chciałeś mnie upić?- Ja. 
- Chciałaś zaszaleć.- Michał. Trochę potanczyłam z Michałem. Później był twerk do prawie wszystkich. A reszty nie pamiętam. Obudzilam się cała obolała na szczęście w moim łóżku. Obok mnie leżał mój MacBook a na nim płyta podpisana "Tak zapomina się o frajerach"
Włączyłam płytę i patrzyłam na moje zdjęcia z milionami przystojnych studentów. Jakiś seksi taniec, twerk i takie tam. Zamknęłam laptop. Zaczął mi dzwonić telefon. Odebrałam. 
- Halo?- powiedziałam prawie nie słyszalnie. 
- Czy ty też masz takiego kaca?- Majka. 
- Nie drzyj tej mordy.- ja. 
- Ja ledwie szeptam.- Majka. 
- A no tak zrobiłam wczoraj na całą epe głośnik- ja. 
- Jo ty głupia. Idę do ciebie z lodami i rogalikami.- Majka. 
- Ja się z łóżka nie ruszam.- mruknęłam i się rozłączyłam. Po chwili dostałam SMS od Majki że jednak nie jest w stanie podnieść się z łóżka. Nie dziwię się anitrochę. Sama ledwo do toalety mogłam wstać. Jeszcze do tego to przeklęte przeziębienie. Leżałam cały dzień w łóżku i zastanawiałam się dlaczego ten związek się skończył. Dalibyśmy radę. Nawet na odległość. Te dzielące nas kilometry tylko by wzmocniłay ten związek. Dlaczego ja tak szybko sie zakochuje, a póżniej chleję żeby zapomnieć, a później jęcze i stękam bo mnie wszystko boli. A na końcu i tak cierpię przez te moje zakochania. Do dupy  tym wszystkim. 


~~~~~~~~~~~~
Kolejny krótki rozdział. Lecę sprzątać bo moja mama powiedziała że jak posprzątam to moja przyjaciółka może do mnie na noc przyjechać. Ahh No i komentujcie dziubki bo motywuje max ;3


Rozdział 31

Po przebudzeniu sprawdziłam najbliższy samolot do domu. Już dziś wieczór będę w swoim łóżku. Ze swoim zeszytem do piosenek i gitarą oraz perkusją, pianinem. Razem z Majką stwierdziliśmy ze ostatni dzień to pójdziemy na miasto. 
- Jak tam? Zerwałaś z nim?- Majka. 
- On zrobił to pierwszy. - ja. 
- Kiedy?- May. 
- Wczoraj. Dzisiaj bardzo wcześnie rano wyszedł.- ja. 
- Dowiem się chociaż jak ma na imię?- Majka. 
- Po co ? Przecież to przeszłość.- ja. 
- Nie naciskam. - Maja. 
Kupiłyśmy jakieś upominki naszym rodzinom. Ja kupiłam mojej mamie koszulkę z napisem I❤London. Zbiera takie. Gdziekolwiek nie jest to kupuje takie koszulki. Nawet ma w garderobę specialną szufladę na te koszulki. Tacie kupiłam mini big bena i autobus. Wróciłyśmy do domu Hazzy. Spakowałam swoje rzeczy. Walizki stały na dole. Czekałyśmy na taksówkę. Poszłam do sypialni żeby sprawdzić czy niczego nie zapomniałam. Usiadłam na łóżku i wpatrywałam się w tapetę na której było nasze zdjęcie. Niby nie zależy, niby wyjebane, a tak naprwadę czuję coś do niego. Nie chodzi o kasę, też ja mam. Nie chodzi o fejm. O błagam moja mama jest międzynarodową projektantką mody. Chodzi o niego. Siedziałam wpatrując się w zdjęcie. Nagle wszedł Harry. 
- Hej.- powiedział. Wstałam i sie do niego przytuliłam. Odwzajemnił uścisk. 
- Proszę obiecaj że mnie nie zapomnisz.- ja. 
- Nie zapomnę.- Harry. 
- Mam ostatnią prośbę. Pocałuj mnie jakbym była twoim ostatnim pocałunkiem.- ja. Harry ujął moją twarz i delikatnie zaczął całować. Odsunęłam się od niego. 
- Przepraszam nie potrafię. Nie potrafię cie całować z myślą że twoje wargi już nie są moje.- powiedziałam i ze łzami w oczach zeszłam na dół. Po kilkudziesięciu minutach siedziałyśmy już w samolocie. 
- Podjęłaś dobrą decyzje, a Harry to kobieciarz i tak za długo by z tobą nie był.- Majka. 
- Przy mnie był inny.- wydukałam i wlepiłam wzrok w otaczające nas chmury. Z lotniska odebrała nas mama Majki. Weszlam do domu. Mama wyszła na korytarz i spojrzała na mnie. Widząc w jakiej jestem rozsypce wyciągnęła ręce do uścisku. Po prostu wtuliłam się w nią jak małe dziecko. Później poszłam do swojego pokoju. Walnęłam sie na łóżko i po prostu się rozpłakałam. Przyszła do mnie mama z kubkiem herbaty. Opowiedziałam jej o wszystkim. Totalnie wszystkim co się stało w Wielkiej Brytani. 
- Czasem po prostu musisz zaufać sobie.  Widzę jak cierpisz. Musisz teraz słuchać swojego serca. Nie umysłu, mózgu i szabadaba tylko serca i tego co one ci podpowiada.- mama. 
- To nie jest takie łatwe jak sie wydaje.- ja. 
- Napisz piosenkę o tym. Pograj na perkusji, zjedz całe pudełko lodów, nawet sobie zapal, ale uśmiechnij się troszkę. - mama. Uśmiechnęłam sie. 
- Dziękuję.- ja. 
- To jest ta Asia, która stad wyjechała. Uśmiechnięta i mająca wyjebane na wszystko.- mama. 
- Mam coś dla ciebie. - podeszłam do walizki i zaczęłam w niej szperać. Wyjęłam koszulkę i podałam mamie. 
- Z Londynu jeszcze nie mam. To już 25 do kolekcji. - mama. 
- Chwila jak wyjeżdżałam było 22 ? - ja. 
- A No wiesz byłam na pokazie w Nowym Yorku. A twój ojciec wziął mnie na Hawaje. - mama. 
- Bez jaj. Byliście bezemnie na Hawajach?- ja. 
- Tak wyszło.- mama 
- Wyjdź poczwaro.- ja. 
- Jestem ładniejsza od ciebie Ojoj. Smutne.- mama. 
- Mamo pod kopułą wszystko Okej?- ja. 
- Za dużo twittera. - Mama wyszła. Wzięłam gitarę i zaczęłam sobie grać. Co mi przyszło do głowy do grałam. Zaczęło robić się późno. 
- Siema.- Majka weszła do mojego pokoju. 
- Eloszky.- ja. 
- Lecimy na miasto.- Majka. 
- Nigdzie nie idę.- ja. 
- Dzisiaj jest impreza zapoznawcza na twoim przyszzłym uniwersytecie i idziemy. - Maja. 
- Ale ty tam nie chodzisz. Ja. 
- Ale wybieram się za rok.- Majka. 
- Dobra idę pod prysznic.- ja ........


~~~~~~~
Dodaje taki krótki przed próbą. Pisałam próbne testy i wgl teraz mam taki luz więc mam nadzieję że będę częściej dodawać <3 Komentujcie bo bardzo motywuje <3 
Lots of love 
Jo 






poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rozdział 30

Ze sceną 18+ , którą napisała moja koleżanka (która już nie jest dziewica. OMG) anyway dziena kochana bo sama bym tego nie napisała. <3
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Otworzyłam oczy. Podniosłam się. Harrego nie było obok. Lecz na jego poduszce leżała kartka 
"Przepraszam musiałem pójść na zakupy. Mam nadzieję że zdążę wrócić zanim się obudzisz, ale jeśli nie to masz leżeć w łóżku i odpoczywać. Twój Hazzuś xx" 
Przykryłam się kołdrą po nos. Było mi tak zimno. Oczy ledwo otwarte. Gardło boli. Kaszel. Harry wszedł do pokoju. 
- Hej misiaku jak się czujesz?- Harry. 
- Ledwo żyję, ale jesteś obok więc nie jest tak źle.- wychrypiałam. 
- Ojoj. Co byś chciała na śniadanie?- Harry. 
- Nie jestem głośna brzusio mnie boli.- ja. 
- Herbata?- Harry. 
- Poproszę.- ja. Harry wyszedł i wrócił po jakimś czasie z kubkiem gorącej cieszy. 
- Proszę.- podał mi kubek i usiadł obok mnie. 
- Jesteś kochany.- ja. 
- Ale masz teraz słodkie oczka. - Harry.
- Pewnie wyglądam jakbym była naćpana  ale co tam przecież to takie urocze.- ja. 
- Bardzo.- Harry chciał mnie pocałować. Odsunęłam się od niego. Zrobił pytającą minę. 
- Zarażę cię.- Ja. 
- Trudno. - Hazza zrobił jeszcze jedno podejście. Tym razem też się nie udało. 
- Nie ma mowy.- ja. 
- Chociaż w policzek.- Harry. 
- No dobra.- nadstawiłam policzek. Harry dał mi buziaka. 
- No weź się nie daj prosić masz takie słodkie usteczka.- Harry. 
- Styles. Nie ma takiej opcji. Czaisz?- ja. 
- Pocałował cię kiedyś chłopak z zaskoczenia?- Harry. 
- Nie.- ja. Harry ujął moją twarz i wpił się w moje usta. 
- Uznałem że to jest odpowiedni moment na twój pierwszy pocałunek z zaskoczenia.- Harry zrobił minkę aniołka. - OMG. Ale jesteś słodki.- usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam go całować. Zachłannie i namiętnie. Powoli zaczęłam odpinać guziki w jego flanelowej koszuli. 
- Czy ty próbujesz mnie zgwałcic?- spytał między pocałunkami. 
- Nie. Rozbieram cię dla zabawy.- odpowiedziałam z sarkazmem i zdjęłam górną część stroju. Harry świetnie poradził sobie z moimi spodniami. Leżeliśmy pól nadzy całując się. Poczułam że jego członek robi się twardy. Harry odpiął mój stanik. Pieścił moje piersi co było bardzo podniecające. Zaczął delikatnie ssać i podgryzać moje sutki. Zjeżdżał coraz niżej. Poczułam jak wsadza swój język do mojej waginy. Boże to do jakiej rozkoszy mnie doprowadził powinno być nielegalne. Jękłam z rozkoszy. 
- Proszę wejdź we mnie teraz.- ja. Harry założył gumkę i poczułam w sobie jego Hazzacondę. Był bardzo delikatny wobec mnie. Nie przestawając doprowadzenia mnie do rozkoszy ujął moją twarz i pocałował. Zaczął poruszać się coraz szybciej. Wbiłam ręce w łóżko. Było mi tak dobrze. Hazza widząc to uśmiechnął się. Doszłam chwilkę przed Harrym. Zdyszani opadliśmy na łóżko. 
- Nie żeby coś ale teraz codziennie taki seks z rana poproszę.- ja. 
- Jak sobie zasłużysz.- Harry dał mi buziaka w nos. 
- Że niby co to miało znaczyć?- ja. 
- Nie samym seksem człowiek żyje. - Harry. 
- Nie chcesz zaspokajać moich potrzeb?- ja.
- Oczywiście że będę zaspokajał twoje potrzeby, ale nie codziennie. Misiuu moja marchewa też musi czasem odpoczywać.- Harry. 
- Marchewa?- ja. 
- Tak. - Hazza
- Nie będę się kłócić.- ja. Nagle zadzwonił mi telefon. 
- Halo. - ja. 
- Hej. Za godzinę mam samolot powrotny do Polski odbierzesz mnie z lotniska?- spytała zapłakana. 
- Ja jestem w Londynie. Co się stało?- spytałam. 
- Najwyraźniej Kit i Kieran są siebie warci.- May 
- Przyjedź do mnie. Usiądziemy i pogadamy.- ja. 
- Okej. - Majka. Podałam jej adres Hazzy. 
- Ubieraj się Styles. Nie ma sielanki. Moja przyjaciółka przyjedzie.- ja. 
- Coś sie stało?- Harry. 
- Przyjaciel mojego byłego chłopaka był jej chłopakiem i najwidoczniej obydwoje nas zdradzali.- ja. 
- Ojej. Dobrze że powiedziałaś że ma tu przyjechać.- Harry. 
- Dziękuję, a teraz się Ubieraj. Chyba nie chcesz żeby zobaczyła cię nago.- ja. 
- Ale ja bardzo lubię chodzić nago. - Harry. 
- Ale tylko przy mnie.- przygryzłam wargę i założyłam bieliznę. Założyłam Legginsy i koszulę flanelową Hazzy. 
- Ale w niej sexi wyglądasz. - Harry. 
- Lepiej od ciebie.- Zaśmiałam się. 
- No raczej. -Harry stanął za moją i kładąc ręce na moje biodra zaczął obcałowywać moją szyję. 
- Dzwonek do drzwi idę otworzyć. A ty kolego zostaniesz tu za karę i zrobisz follow spree dla fanek.- ja. 
- A dostanę buzi?- Hazzuś. Dałam mu buziaka a on przedłużył pocałunek. Później szybko zeszłam na dół otworzyć drzwi. Majka weszła do środka. Usiadłyśmy w salonie na kanapie i po prostu zaczęła płakać w moje ramię. Po jakimś czasie rozmowy uspokoiła sie. 
- A tak w ogóle czyj to dom?- Majka. 
- Mojego chłopaka.- ja. 
- Asiu. Po tygodniu się nagle zakochałaś? Nie kochasz go. Kimkolwiek on jest pocieszasz się nim po Kicie. Powinnaś z nim zerwać. Bawisz się nim a tak nie wolno.- Majka. 
- To nie jest tak. Naprawdę we mnie coś się poruszyło. - ja. 
- Nie wiem co. Asiu. Wróćmy do Polski. Zacznijmy normalnie żyć. Tak jak było. Imprezy, kluby, papierosy, chłopacy. Pamiętasz każdy nas chciał. Tęsknię za tym. Oddalamy się od siebie.- Majka. 

*W pokoju obok. Oczami Harrego" 
- Stary Ogarnij się.- krzyknął do mnie Zayn przez słuchawkę. 
- Nie muszę.- ja. 
- Gościu. Robisz tej dziewczynie wodę z mózgu. Ile wasz związek wytrwa? Tydzień i skończy się. Ona wyjedzie do domu, a ty w trasę. I jeszcze studio bo Midnight Memories samo się nie nagra. To wam nie wyjdzie. Poza tym wiem że Kendall cię odrzuciła ale tera co znalazłeś sobie dziewczynę na pocieszenie?- Zayn. 
- Stary może. Może masz rację. - wydukałem. 
- Zastanów się nad tym. - Zayn. 

*Oczami Asi* 
- Może masz rację. Może to chwilowe zauroczenie. Ni nie znacząca fascynacja. - ja. 
- Mam rację musisz to skończyć.- Majka. 
- Daj mi to sobie przemyśleć. - Ja. 
- Pokażesz mi gdzie będę spac ? Bo jestem bardzo zmęczona. - Maja. 
- Jasne do góry drugie drzwi na lewo. - ja. Majka wyszła a ja siedziałam w salonie. Wzięłam akustyczną gitarę i wyszłam na taras. Usiadłam po turecku na zimnym parkiecie. Zaczęłam grać. Najpierw były to nic nie znaczące dźwięki. Zwykła improwizacja w gamie G, ale po jakimś czasie zaczęły się układać w moją nową piosenkę. Zaczęłam spisywać chwyty. Na taras przyszedł Hazza. 
- Pięknie grasz.- powiedział i usiadł na leżaku. Był jakiś taki przygaszony. 
- Dziękuję. - odpowiedziałam. 
- Musimy porozmawiać.- Harry. 
- Słyszałeś moją rozmowę z Majką?- ja. 
- Nie. Chodzi o to, że nie możemy być dłużej parą. - Harry. Mimo iż miałam to zrobić, z jego ust te słowa zabolały.  
- Przyjaciele?- spytałam chociaż wiedziałam że to nie przejdzie. 
- You are my summer love.- powiedział i ostatni raz delikatnie musnął moje wargi. 
- Szkoda że tylko na wakacje.- mruknęłam pod nosem. 
- Przepraszam to wszystko moja wina. Nie powinienem był cię uwodzić wiedząc że to nie wyjdzie. - Harry. 
- Nie ma problemu. - powiedziałam i chcąc ukryć łzy weszłam do środka. Odstawiłam gitarę na miejsce i poszłam na górę. Zamknęłam się w łazience. Z apteczki wyjęłam bandaż, gazę i żyletki. Chcąc zrobić jak najmniejszy bałagan stanęłam nad zlewem. Pięć razy przejechałam po nadgarstku żyletką. Szybko owinęłam ranę gazą i bandażem. Krew leciały bardzo mocno i delikatnie poplamiłam bandaż. Wyszłam z łazienki i niezauważona przemknęłam na dwór gdzie zapaliłam papierosa. Po czym wróciłam do sypialni. Przebrałam się w piżamę. Położyłam do łóżka. I zasnęłam. Szkoda że nie na zawsze.







niedziela, 8 grudnia 2013

Rozdział 29

- Nie bijcie się Hazzusia starczy dla wszystkich.- Harry.
- Ale jest tylko mój.- ja. 
- No pewnie.- Harry wplótł rękę w moje włosy i przyciągnął do siebie całując. 
- Dobra nie będziemy przeszkadzać. To są wasze pierwsze dni razem nacieszcie się sobą przed trasą. - Zayn. 
- Hej trzymajcie się ciepło.- Perrie. 
- Do zobaczenia.- krzyknęłam za nią.
- Jak się czujesz księżniczko ? Blada jesteś coś. - Harry.
- Dobrze się czuję. Przy tobie zwłaszcza. - powiedziałam i wtuliłam się w niego. 
- Jesteś taka urocza. - Harry. 
- Chodźmy na spacer.- ja. 
- Dobrze aniołku dla ciebie wszystko.- Harry dał mi buziaka w czoło. Wyszliśmy z domu i poszliśmy do parku. Szliśmy obok siebie, ale nie trzymaliśmy się za rękę. Przytłoczyło mnie to trochę. Może nie chce żeby ludzie o nas wiedzieli. Było mi smutno. Harry to zauważył. Chwycił mnie za rękę splatając nasze palce. 
- Co zrobisz jak nas zobaczą paparazzi?- ja. 
- Przyciągnę do siebie i pocałuję.- uśmiechnął się i mnie objął. Szliśmy przez park rozmawiając. W końcu usiedliśmy na ławce przy jakiejś fontannie. Opryskałam Harrego wodą z fontanny. I tak zaczęła się wielka bitwa na wodę. Wrzuxiłam Hazzę do fontanny. Ten wziął mnie na ręce i zaczął kręcić chlapać. W końcu mnie puścił. Chciał mnie pocałować a ja zrobiłam unik i wylądował w wodzie. Pociągnął mnie za rękę i spadłam na niego. Szybko się podniosłam i podałam mu rękę. Kiedy wstał przybliżyłam się do niego. Objęłam rękoma jego kark i pocałowałam. Uśmiechnął się przez pocałunek. Oddaliłam się kawałek i patrzyłam mu w oczy.
- Przez ciebie jestem mokry.- Harry 
- A to coś złego?- ja. 
- W sumie to i tak miałem wyprać te conversy.- Wzdrygnął ramionami i się uśmiechnął. Wyszliśmy z fontanny. Usiedliśmy spowrotem na ławkę w oczekiwaniu aż wyschniemy. W końcu wzięłam go za rękę i pociągnęłam w stronę domu. Kiedy byliśmy już niedaleko domu zaczęło padać. Szybko wbiegliśmy pod jakieś drzewo, które nie za bardzo chroniło przed deszczem. Przywarłam plecami do konaru. Harry stanął przedeną i patrząc mi w oczy schował kosmyk moich mokrych włosów za ucho. Uśmiechnęłam się. 
- Masz najpiękniejszy uśmiech na świecie.- Harry. 
- Ten uśmiech istnieje tylko kiedy jesteś obok.- powiedziałam. Harry przysunął się do mnie i pocałował delikatnie i czule. 
- Jak nie chcemy się przeziębić radziła my biec do domu.- ja. 
- Na trzy?- Hazza.
- Raz. Dwa. Trzy.- policzyłam szybko i chwytając go za rękę pobiegłam przed siebie. Szybko weszliśmy do domu. Od razu poszłam do łazienki. Wzięłam gorący prysznic i owinęłam sie szczelnie ręcznikiem. Weszłam do pokoju i założyłam bieliznę. Założyłam czarne leginsy i szarą bluzę Obey'a. Zeszłam na dół. Harry robił herbatę ubrany jedynie w spodnie od dresu. Wtuliłam się w jego plecy, rękoma głaszcząc jego tors. 
- Zrobiłem herbatkę. - Harry. 
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się a on odwrócił sie do mnie przodem. 
- Kiepsko wyglądasz. Masz chyba gorączkę.- Harry zaczął mnie macać po twarzy a później zmierzył temperaturę. 
- Przesadzasz.- ja. 
- Boże święty masz 39,7. Do łóżka!- Harry. 
- Już idę mamo.- ja. 
- Kurujesz się.- Harry przypilnował żebym się położyła i przykrył mnie kołdrą. 
- Muszę?- ja. 
- Tak. Ty sobie leż a ja przyniosę ci coś na zbicie gorączki i coś przeciwprzeziębieniu.- Harry. Ułożyłam się wygodnie w łóżku. Harry przyniósł mi na tacy harbatkę, lekarstwa i kanapki. 
- Jesteś aniołem.- ja. 
- Nie gadaj tylko jedz. - Harry usiadł na łóżku obok mnie i objął mnie kiedy zjadłam kanapki wzięłam lekarstwa i wypiłam herbatę. Wtuliłam się w niego i razem leżeliśmy na łóżku rozmawiacjąc. W końcu kiedy już bardzo chciało mi się spać Harry zaczął mi śpiewać kołysankę. niespostrzerzenie zasnęłam w jego objęciaxh, otulona jego głosem. Poczułam tylko jak całuje mnie w czoło i szczepcze dobranoc. 

~~~~~~~~~~~~~~~~~
Przestaliście komentować;( smutno mi z tego powodu. 



Obserwatorzy